Czy cztery pe-el-en-y to jeden funcior?

pieniadze1Jakiś czas po przyjeździe do Szkocji postanowiłem kupić komputery dla siebie i swoich rodziców. Należę do generacji dzieci Internetu – mogę nie mieć bieżącej wody, myć się w strumyku, używać sławoji, ale bez Internetu to jak bez ręki. A dla rodziców… coż, czasem muszą nauczyć się obsługiwać coś bardziej zaawansowanego technologicznie niż pilot do telewizora, nie? :] na marginesie: szybko docenili uroki skype.

Rozważałem czy bardziej się opłaca kupić dwa komputery w Polsce, czy może w Szkocji (wysyłając jeden do drugiego kraju), a może to wsio ryba i lepiej kupić oba na miejscu (nie ponosząc przy tym kosztów transportu)? Sprawdziłem ceny i okazało się, że (w przeliczeniu) są w zasadzie identyczne.
Dobry laptop kosztował w kraju jakieś 2500 PLN, a w Szkocji 500-600 £.
Mój znajomy z Polski z którym podzieliłem się tą informacją skomentował to narzekaniem: jak to możliwe, przecież tyle się mówi, tam elektronika jest tania jak barszcz itd. itp.

Otóż jest tańsza. Sztuczka nazywa się wartością nabywczą pieniądza. Wytłumaczę, posługując się przykładem ekstremalnym: osoby zarabiającej najniższą krajową (co wcale nie jest takie głupie, jeśli weźmie się pod uwagę sytuację życiową wielu Polaków). Polska płaca minimalna wynosi 1276 PLN brutto (o ile nic się nie zmieniło). „Na rękę” to będzie hmmm… pomyślmy… jakieś 950 PLN. Podsumowując: żeby kupić dobrego laptopa musisz wydać ponad dwie i pół wypłaty. Kicha, nie? Bo z czego tak naprawdę wyżyć w międzyczasie…

Jak wygląda sytuacja w UK? Kilka miesięcy temu minimalna, miesięczna pensja wynosiła 917£ brutto. Na czysto to jakieś… 780£ (zwróćcie proszę uwagę jaki procent dochodów zabiera państwo!). Ergo: teoretycznie za minimalną krajową możesz kupić sobie półtora sztuki dobrego laptopa 😛

Tak jest tutaj z wieloma rzeczami, dla przykładu: za minimalną krajową jesteś w stanie drogi Czytelniku, utrzymać się na akceptowalnym poziomie. Nawet w tak cholernie drogim mieście jak Aberdeen (za pokój tutaj płacę tyle, że w innym mieście mógłbym wynająć małe mieszkanie. I mówię to bez specjalnej przesady). Możesz wynająć przyzwoity pokój w centrum miasta, kupić wszelkie niezbędne sprawunki (jedzenie, ubrania, środki czystości), zapłacić za lekcje w prywatnej szkole językowej, wyjść w piątek na piwo do pubu i jeszcze parę groszy (znaczy się pensów) w kieszeni zostaje. Uczciwie, bez żadnego kombinowania, pod warunkiem, że używasz głowy (do myślenia oczywiście).

W tym wszystkim dostrzegam jedną niepokojącą sprawę. Większość moich polskich znajomych nie zadaje sobie pytania co sprawia, że ten system oferuje takie możliwości? Dlaczego tutaj wszystko się bardziej opłaca? A bez postawienia sobie tych pytań, odpowiedzi się na pewno nie znajdą…..

2 przemyślenia nt. „Czy cztery pe-el-en-y to jeden funcior?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *