Nawjazóiac do zaproszenia dla fejsbukowiczy, zahecam do podłóbania sobie futurystyczno-fonicznym nużem w bżuhu:
Aótor piosenki-pastirzu, niejako w imieniu Bruno, ktury zginol jak przystalo na dobrego komóniste (zabity przez innych komónistuw):
(…) A ja wdycham Londynu grypogenne opary
I kosztuję Paryża zgniłowonny roquefort,
Po La Manczy się błąkam, w Rzymie szukać mam wiary,
Bezskutecznie za swój pragnąc brać każdy port.
A mój port jest w stolicy krasnolicych Azjatów,
Gdzie w moździerzu historii nowy utrze się lud,
Tam mi Kałmuk otworzy duszę swoją, jak bratu,
Tam pod ziemią bogactwa siarki, węgla i rud.(…)
Smacznego

Też sobie pofuturyzowałem, a co! Swoją drogą to Ci nasi futuryści nieźle pogibani byli. Jeśli ktoś nie wierzy, zachęcam do zapoznania się z tekstem wiersza „Mięso kobiet”