No cóż, pewnie nie
Zakochać się w nim można dopiero, kiedy gra kilkanaście kobz na raz.
Szczególnie, jeśli znajdują się rękach specjalistów z zespołu wojskowego The Gordon Highlanders.
O jednostce i jej związkach z Aberdeen opowiem innym razem – dziś zaproponuję tylko obejrzenie i wysłuchanie widowisk w wykonaniu rzeczonego zespołu.
Wersja formalna połączona z prezentacją tańców szkockich:
Show na ulicy:
A na deser… moja ulubiona melodia w wykonaniu 700 (słownie: siedmiuset kobziarzy) w Calgary z 2006 roku:
Smacznego

Gwoli ścisłości – ten instrument po naszemu to są dudy. Kobza to instrument _strunowy_! Pozdrawiam i gratuluję ciekawego bloga.
Masz rację
Użyłem nazwy potocznej na określenie szkockich dud. Słowo te wprowadzili do języka literaci z okresu Młodej Polski i zrobili to błędnie. Tak jak piszesz, kobza to instrument przypominający lutnie i pochodzący bodajże z Ukrainy.
Ta nieszczęsna kobza jest mocno zakorzeniona w naszym języku. Nie będę nanosił poprawek w poście (informacja o prawidłowej nazwie jest już w komentarzach) w najbliższym czasie postaram się popełnić szerszy tekst o dudach w którym opiszę błąd.
No i oczywiście zapraszam do ponownych odwiedzin.
Serdecznie dziękuję za zwrócenie uwagi
Pingback: Nuta szkocka « Witold w krainie kiltów