Do napisania tej notki sprowokował mnie artykuł na Pardonie.
W naszym kraju panuje mit Polski zwycięskiej – Polski która w sojuszu z aliantami wygrała II Wojnę Światową (bardzo eksponuje się na przykład informacje o militarnym zaangażowaniu Polaków – trzecia siła pod względem liczebności w sojuszu).
Miłe, ale zupełnie nieprawdziwe. Zestawienie choćby kilku informacji pozwala ocenić rozmiar hekatomby:
- straty ludzkie: ponad 6 milionów zabitych. Straciliśmy znaczna część inteligencji (co przeraża najbardziej zabitej w ramach planowanego wyniszczenia narodu). Notabene: nie wiem, dlaczego w dyskusji publicznej pomija się fakt, że spora część wymordowanej ludności żydowskiej była obywatelami polskimi.
- straty materialne – szacowane na 50 mld dolarów (według wartości 1939 roku).
- straty terytorialne: II RP miała 389 720 km², a PRL 322 577 km².
Tzw. koniec wojny przyniósł nam nową okupację – tym razem „bratnią”.
Proszę o łopatologiczne wytłumaczenie dlaczego nazywa się to zwycięstwem?
Symptomatyczne jest to, że tego rodzaju artykuły do niedawna nie były publikowane w mass mediach. Dziś, w 20 lat po odzyskaniu niepodległości prace będące w istocie prostym zestawieniem danych z trudem przebijają się do świadomości publicznej.
Kładę to na karb prania mózgów jakie urządziła nam najpierw komunistyczna cenzura, a potem nasza własna, rodzima… autocenzura.
W naszym kraju historia przestała być nauką, stała się „zbiorem klechd”. W imię „historycznego kompromisu” (czy jak tam ten zwierz się nazywa?), zakłamujemy ją, zamiast wyciągnąć z niej naukę na przyszłość.
Czas zmienić heglowską zasadę: „Opis nie zgadza się z faktami? Tym gorzej dla faktów” na zasadę wziętą z Jana 8,32

Niestety tak to u nas wygląda i nie zanosi się na zmiany. Prawda ma ciężko się przebić do mass mediów. Co do obywateli polskich narodowości żydowskiej to może ma to związek z ewentualnymi roszczeniami nowojorskich „przedsiębiorstw holokaustu”?
Wydaję mi się, że trzymanie się zasad prawa, zapobiegło by wszelkim ew. przekrętom.
Czytałem, że w II RP, tak jak zresztą i w III (i w PRL też) obowiązywało prawo, że majątek obywatela po jego śmierci (o ile nie ma on prawnych spadkobierców) przepada na rzecz skarbu państwa. Prosto i uczciwie.
Tyle, że to prawo powinno być jasne i względnie stabilne. Zupełne przeciwieństwo tego co mamy teraz. Podam przykład ze swojego podwórka. Ustawa o podatku dochodowym od 11 stycznia 2000 roku do 2010 roku była nowelizowana 133 razy. Wychodzi na to, że była zmieniana częściej niż raz w miesiącu. Weź tu przestrzegaj prawa w takiej sytuacji. Pomijam fakt, że sam tekst ustawy to około 23 strony maszynopisu.