Po angielsku… czyli w zasadzie jak?

Udostępnij

Poliglotą nie jestem. Konwersowanie z tubylcami nie jest dla mnie łatwe. Zdarza się (doświadczyłem tego kilkukrotnie w pracy), że zanim zacznę się w miarę płynnie komunikować z nowopoznaną osobą mija nawet kilka dni.
Potrzebuję tego czasu, żeby… osłuchać się z nowym akcentem.
A tenże w Anglii zmienia się co kilka mil 🙂

Do tego wyznania 😉 skłonił mnie pewien młody człowiek, który brawurowo zaprezentował różnorodność języka Szekspira. Zapraszam do obejrzenia filmu pt. „Angielski w 24 akcentach”. Wbrew tytułowi, prezentuje on nie tylko akcenty, ale również angielskie dialekty. Prawdziwa jazda zaczyna się po pierwszej minucie filmu.

Oczywiście, problem poprawnej wymowy można zawsze rozwiązać ograniczając swoje słownictwo do pięciu słów podstawowych :]

7 przemyśleń nt. „Po angielsku… czyli w zasadzie jak?

  1. Słyszałem, że co dzielnica to inny akcent ale nie sądziłem, że różnica może być tak duża! Miałem problemy ze zrozumieniem niektórych tekstów 😉

  2. Tajemnicą poliszynela jest to, że Brytyjczycy są społeczeństwem klasowym – i wydaję mi się, że rodzaj języka angielskiego bardzo mocno pozycjonuje człowieka w społeczeństwie (znacznie bardziej niż w Polsce).

    Ja mam bardzo często problemy ze zrozumieniem ich tekstów 😛

    BTW jak podoba Ci się „pięć słów podstawowych”? 🙂

  3. To społeczeństwo klasowe kojarzy mi się z lekcji angielskiego na uczelni tyle, że wtedy było to bodaj powiązane z wykonywanym zawodem a nie akcentem 😉 Pięć słów podstawowych mnie zmiażdżyło 😛 Naprawdę jest aż tak źle?

  4. Myślę, że jest to z sobą powiązane. Klasa pracująca, niebieskie kołnierzyki różni się od białych nie tylko wykonywanym zawodem, ale też nawykami, wykształceniem, sposobami spędzania wolnego czasu i w konsekwencji… sposobem mówienia.
    Jednym z pierwszych „weryfikatorów” może być właśnie rodzaj używanego języka.

    Notabene: pewne, zabawne naleciałości podkreślające historyczne uwarunkowania, ciągle są obecne w angielskim:
    * Sprzedawca ryb, piekarz itd. miał/ma klientów („customers”).
    * Dentysta, prawnik miał/ma również klientów (tyle, że jego klientów określa się/określało się „clients”).

  5. A co do „pięciu słów podstawowych” czasem to nawet gorzej bywa :/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *