Archiwa kategorii: Edynburg

Polska ambasada w Edynburgu

Udostępnij

Konsulat Generalny RP w Edynburgu.
Konsulat Generalny RP w Edynburgu.


W końcu nadszedł ten dzień. Dzień w którym przyszło mi załatwiać sprawy w polskiej ambasadzie 🙂

Jako, że nigdy nie miałem do czynienia z naszymi służbami dyplomatycznymi (ale za to całkiem sporo z naszymi urzędami) podeszłem to tego nieco nieufnie.

Pierwszy kontakt – mailowy. Odpisują szybko, merytorycznie i bardzo uprzejmie. To się chwali 🙂
Rejestracja przez internet. To się chwali 🙂
Wizyta w ambasadzie: sympatyczny urzędnik przyjął dokumenty, wytłumaczył co, gdzie, jak i na kiedy. W piętnaście minut wniosek na nowy paszport został złożony. To się chwali! 🙂

Krytykę zostawiam dla ludzi odpowiadających za podział środków na funkcjonowanie ambasad. Konsulat Generalny Rzeczypospolitej Polskiej w Edynburgu jest po prostu ciasny. Klientów obsługuje się zaledwie przy dwóch okienkach. Na spotkanie czeka się ponad miesiąc.
Biorąc pod uwagę ilu obywateli RP przebywa w Szkocji to niedopuszczalne. Ministrze Radosławie! Mniej czasu spędzać na Twitterze, a więcej nad budżetem Konsulatu w Edynburgu!

Muszę Wam powiedzieć o jeszcze jednej bardzo fajnej sprawie. O ludziach w kolejce 🙂 Życzliwi, uprzejmi i całkiem… fajni. Każdy kto jeździł za granicę z łatwością zrozumie moje zaskoczenie. Nie bez kozery jedną z podstawowych zasad emigracyjnych jest: „uważaj na Polaków”.
Czy to znak, że wreszcie zaczeliśmy się zmieniać?

Ludkom z Aberdeen chcę polecić studio fotograficzne gdzie można zrobić zdjęcia paszportowe (do paszportów biometrycznych) na miejscu i w rozsądnej cenie: Mnemonic Photography.

A dla tych, którzy dotrwali do tego miejsca mam bonus. Będąc na starym mieście zrobiłem kilka fotek telefonem. Smacznego! 🙂

P.S. Powiem Wam, że takie wydawanie paszportów to niezły biznes. Chyba sobie kiedyś jakieś państwo założe ;

Kamień

Udostępnij

Kawałek granitu. Dla Szkotów tak niezwykły, że znalazło się dla niego miejsce w Narodowym Muzeum Szkocji w Edynburgu.

Błąkając się po salach Muzeum Narodowego Szkocji znalazłem kamień. Kawałek granitu wydobyty, co ciekawe, w Aberdeen w kamieniołomie Rubislaw.
Zwróćcie uwagę na dwie, krzyżujące się żyły kwarcu, które każdemu Szkotowi natychmiast kojarzą się z flagą Saltire.
Kamień został podarowany Muzeum przez astronautę NASA, kapitana Johna Jounga.

Cienka czerwona linia

Udostępnij

Cienka czerwona linia. Źródło: Wikipedia.

My Polacy kochamy mity. Stworzyliśmy sobie mity piękne i potrzebne, ale czasem też straszne i przerażająco głupie. Momentami zapominamy, że inne narody… zrobiły to samo, a ich mity różnią się od naszych własnych jedynie szczegółami i kontekstem kulturowym 🙂

Jednym z takich mitów jest mit dzielnego, odważnego, szalonego do granic żołnierza, który potrafi ofiarnie walczyć o Sprawę, wykazując się pogardą śmierci oraz bez wahania wykonując „niewykonywalne rozkazy”.
Żeby nie być gołosłownym: 1 września 1939 roku, pod Krojantami, pułkownik Kazimierz Mastalerz dostał rozkaz przeprowadzania kontrataku, aby zatrzymać nacierających Niemców i umożliwić odwrót własnej piechocie. Adiutant zdając sobie sprawę z niebezpieczeństwa zadania zgłosił propozycję przeprowadzenia pierwszego ataku. Jego dowódca zripostował: „Młodzieńcze, sam wiem jak wykonać rozkaz niemożliwy do wykonania”. Po czym osobiście prowadził pułk do natarcia.

Na karku oddech towarzyszy. A później nie ma już nic.

Szkoci, tak samo jak Polacy cenią i pamiętają męstwo oraz odwagę swoich żołnierzy. Są dumni z tego, że ich ubrana w kilty piechota, przy dźwiękach dud potrafiła dać odpór wielokrotnie silniejszemu przeciwnikowi na polach bitew rozsianych po całym świecie.

Jedną z najsłynniejszych bitew 93-ego Pułku Górali Szkockich była bitwa pod Bałakławą, rozegrana 25 października 1854 roku, w trakcie wojny krymskiej. Brytyjczycy sprzymierzeni z Francuzami i Turkami oblegali Sewastopol. Na swoją główną bazę wybrali Bałakławę, którą zaczęto natychmiast fortyfikować.
25 października atak przypuścili Rosjanie. Dysponowali pięciokrotną przewagą liczebną i w ciągu kilku godzin zdobyli większość redut stanowiących element fortyfikacji zabezpieczających miasto.
W wyniku dwuznacznych rozkazów popełniono błąd taktyczny: tuż przed atakiem kawalerii rosyjskiej wycofano silny odwód. Pomiędzy obozem brytyjskim, a 2,5 tysięcznym oddziałem rosyjskiej kawalerii znajdował się tylko jeden oddział piechoty. Pech Rosjan polegał na tym, że była to szkocka piechota.

Cienka czerwona linia najeżona stalą bagnetów.

93-ci Pułk Górali Szkockich pod dowództwem sir Collina Campbella liczył tylko 550 piechurów. W ostatniej chwili wzmocniono go chorymi i rannymi żołnierzami powyciąganymi z bałakławskich lazaretów. Campbell ze względu na szczupłość sił oraz niezbyt wysokie mniemanie o rosyjskiej kawalerii ustawił swoich Szkotów w dwóch rzędach (standardowe powinien ją uszykować w linię o głębokości czterech rzędów). Swoje skrzydła wzmocnił kilkoma armatami.

Sir Collin Campbell w otoczeniu podoficerów.

Tuż przed starciem Sir Collin Campbell przegalopował przed linią swoich żołnierzy i powiedział podwładnym: „Żołnierze, pamiętajcie, że stąd nie ma odwrotu. Musicie zginąć tam, gdzie stoicie”
Jeden z nich, John Scott łamiąc regulamin, odpowiedział: „Tak jest sir. Skoro tak trzeba, tak zrobimy”. Wzbudziło to entuzjazm pozostałych żołnierzy.

Rosjanie do rozpoznania walką przeznaczyli cztery szwadrony Ingermanlandzkich Huzarów (około 400-500 jeźdźców).
Sir William Howard Russell, korespondent wojenny „The Times” opisał szarżę w ten sposób: „Rosjanie rzucają się na górali. Ziemia umyka im spod kopyt, nabierają z każdym krokiem coraz większej prędkości, pędząc na cienką czerwoną wstęgę, obramowaną lśniącą stalą”.
Szkoci oddali trzy salwy: z 750, 450 i 300 metrów.

Wyobraźcie to sobie: jesteś prostym farmerem z jakiejś zapadłej górskiej wioski. Zaciągnąłeś się, ponieważ uboga ziemia i kiepska sytuacja gospodarcza powodowała, że na przednówku przymierałeś głodem. Dali ci karabin, czerwoną kurtkę i inne wyposażenie. Nauczyli cię jak się nim posługiwać.
Jesteś na polu bitwy. Twój dowódca ustawił was w dwuszereg. W rekach masz ciężki karabin z nałożonym bagnetem, z prawej i z lewej stoją twoi koledzy. Na karku czujesz oddech towarzyszy z drugiego szeregu. I dobrze wiesz że za waszymi plecami nie ma już nikogo… Pomiędzy niechronionym obozem, a oddziałami wroga jesteście tylko wy.
Jeśli walczyłeś już z kawalerią wiesz, że powinniście stać w czterech szeregach… wiesz, że takie ustawienie daje większą siłę ognia, no i jeźdźcom trudniej jest rozerwać linię tak ustawionych żołnierzy.
Być może obserwujesz właśnie jak z pobliskich wzgórz zjeżdżają kolejne szwadrony wrogiej kawalerii. Przestrzeń przed wami zapełnia się mrowiem przeciwników.
Od ich szeregów odrywa się liczny oddział konny. Zbliża się do was. Sekundy wydają się trwać całą wieczność. Napięcie sięga zenitu, w twoim szeregu ktoś klnie, ktoś inny modli na głos. Być może ktoś nerwowo chichocze lub właśnie dostał ataku paniki?

Żołnierze, pamiętajcie, że stąd nie ma odwrotu. Musicie zginąć tam, gdzie stoicie.

Wreszcie dowódca wydaje komendę: „Ognia!”. Strzelacie! Wróg gna coraz szybciej, salwa nie zrobiła na nim żadnego wrażenia! Przeładowujecie broń. Zanim to zrobicie wróg zbliża się o kolejne 150 metrów. „Ognia!” Nic się nie dzieje! Słychać tętent i rżenie koni, okrzyki jeźdźców, ziemia drży od uderzeń końskich kopyt. Natrętna myśl pulsuje pod czaszką – co będzie jak dojadą w pełnym pędzie do naszego szeregu?

Trzecia salwa.

„Ognia!” Tym razem strzelają również armaty. Kartacze oraz 500 kul dosięga wroga. Szyki jazdy załamują się, a ci pod gradem ognia skręcają w lewo, aby po przegrupowaniu ponownie zaatakować…

Dla porządku dodam, że i drugi atak został skutecznie odparty. Najbardziej zagrożony odcinek na polu bitwy został obroniony. Wkrótce nadciągnęły posiłki.
Krwawe walki trwały do południa. Bitwa pozostała w zasadzie nierozstrzygnięta, aczkolwiek Rosjanie świętowali: zadali Brytyjczykom duże straty (Brytyjczycy popełnili błąd w wyniku którego zmasakrowano tzw. Lekką Brygadę), przejęli siedem brytyjskich dział oraz utrzymali kontrolę nad ważną drogą wiodącą do Sewastopola. Brytyjczycy obronili Bałakławę.
Dwa lata później, w 1856 Brytyjczycy zdobyli Sewastopol.

Wojna krymska była prawdopodobnie pierwszym konfliktem zbrojnym w którym wzięli udział korespondenci wojenni. W dwa tygodnie po bitwie William Russell opublikował swoją relację z bitwy w „The Times”. Jak pisałem wcześniej, zarówno w artykule jak i w wydanej później książce („The British Expedition to the Crimea”), szkockich żołnierzy ubranych w kilty i czerwone kurtki przyrównał do „cienkiej czerwonej wstęgi”. Książkę wznowiono po kilkunastu latach zamieniając to określenie na „cienką czerwoną linię”. Zdobyło ono dużą popularność, szczególnie, że utożsamiono je z całą brytyjską armią (która stosunkowo nieliczna, broniła granic imperium).
Obraz którym zilustrowałem dzisiejszy wpis namalował Robert Gibb. Nazywa się „Cienka czerwona linia” i można podziwiać go w Muzeum na edynburskim zamku.

The Thin Red Line. Robert Gibb. Edynburg.

Jak widać nie tylko my walczyliśmy z poświęceniem 🙂 Nie tylko my szanujemy i cenimy odwagę oraz męstwo. I nie tylko my budujemy wokół takich elementów swoją pamięć historyczną.
Ważne, aby w tym (jak i we wszystkim, zresztą) zachować umiar, trzeźwe spojrzenie oraz umiejętność wyciągania wniosków. W przeciwnym wypadku zamiast budować poczucie dumy oraz dawać siłę do dalszego rozwoju tworzymy podstawę do niezrozumiałych stadnych aberracji umysłowych.

„Nie mamy wiary, lecz złudy,
Za dzieje nasze – zbiór klechd.
Dlatego trwać będą trudy
Nasz własny płacz i z nas śmiech.”
Jacek Kaczmarski

Parada paćkatych krów

Udostępnij

Edynburska starówka. Piękna, zabytkowa z niezwykłą atmosferą. XVII-wieczne kamienice, zaułki, tajemnicze bramy, brukowane uliczki.

Sztuka w najczystszej postaci.

I nagle stajemy twarzą w twarz ze SZtuką (tak, tak nieprzypadkowo przez duże SZ). Sztuką nowoczesną. Jak przystało na prawdziwą sztukę, przyciąga uwagę. Może szokować. Nie pozostawia nas obojętnymi. Przewraca nasze poczucie estetyki do góry nogami.
Jakiej odwagi i niezależności trzeba, aby tak wymalować krowę! Zwróćcie uwagę jaką głębie wyrazu osiągnął artysta, precyzyjnie operując całą paletą kolorów. Pamiętacie treblinki do kombajny z filmu Bareji?
Taaak, to jest Sztuka.

Właśnie opisałem Wam, drodzy Czytelnicy jedną z wystaw plenerowych o nazwie Krowia Parada (ang. Cow Parade). W ramach tego wydarzenia na ulicach miast pojawiają się modele krów naturalnej wielkości. Każdy model jest inaczej upaprany farbą, bo robią to dzieci i lokalni artyści 🙂
Gwoli kronikarskiego obowiązku, odnotuję, że cała zabawa zaczęła się w 1998 roku w Zurychu, a w 2005 roku dotarła do Warszawy. Edynburg został opanowany przez stado około 100 osobników rok później.

Nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności wpadłem jeszcze na dwie.

Zadajecie sobie pytanie: czemu krowy? Bo budzą pozytywne skojarzenia… no i nikt nie spodziewa się spotkać krowę w wielkim mieście (sztuka musi zaskakiwać, pamiętacie?)

No dobra, powyżywałem się, to teraz wsadzę łyżkę miodu (no niech będzie, że dwie) do beczki dziegciu 😉 Turyści lubią takie wydarzenia: robią zdjęcia, starają się znaleźć wszystkie krowy, biznes się kręci, media mają newsy, artyści zajęcie, krowy są licytowane, a pieniądze przeznaczane na jakieś zbożne cele 🙂

No więc ogólnie nie jest źle 🙂 Co nie znaczy, że nie mogę czasem opróżnić moich torebek jadowych :>

One o’clock gun

Udostępnij

Haubica L118 czyli one o'clock gun.

Edynburg, godzina 13.00. Ostry wystrzał przecina powietrze. Turyści zgromadzeni na Zamku podskakują w przestrachu, a obywatele miasta…. spokojnie nastawiają zegarki.
Codziennie, z wyjątkiem niedziel, Świąt Bożego Narodzenia i Wielkiego Piątku w Edynburgu rozlega się wystrzał. Strzelanie z zamkowej armaty ma długą, kilkusetletnią tradycję. Ale zacznijmy od początku.

3... 2... 1...
Podskok!

200 lat temu zegary były drogie i nie zawsze dokładne. Precyzyjne ustalanie czasu miało wielkie znaczenie dla żeglugi morskiej (o tym później) oraz dla ruchu kolejowego (od czasów Rewolucji Przemysłowej). Używanie tradycyjnych metod związanych z obserwacją słońca dawało lokalne, nieprecyzyjne wyniki i nie gwarantowało bezpieczeństwa.

Chronometr ze zbiorów Szkockiego Muzeum Narodowego. Wyprodukowany około roku 1820 w Edynburgu.

Jak pisałem, żeglarze odbywający dalekomorskie podróże, do potrzeb astronawigacji musieli znać dokładny czas. Aby ustalić długość geograficzną porównywano odczyt z chronometru (dokładnego, odpornego na złe warunki pogodowe zegara, ustawionego zawsze na czas Greenwich) z czasem lokalnym na statku (ustalanym np. za pomocą obserwacji Słońca).
Jak sami widzicie aktualny czas był bardzo istotny dla każdego kapitana i nawigatora. Tylko jak synchronizować zegary statków stojących w porcie na kotwicy z zegarem w obserwatorium? Najlepiej skonstruować jakiś wizualny, łatwy do obserwacji obiekt, który będzie przekazywał informacje.

Monument Nelsona. Zwróć uwagę na zrzuconą kulę czasową na szczycie.

W 1818 na wzgórzu Calton Hill otwarto Edynburskie Obserwatorium (w którym codziennie wyznaczano godzinę 12.00). Na Monumencie Nelsona zainstalowano tzw. kulę czasu (ang. Time Ball), która była zrzucana dokładnie o godzinie 13.00 (czyli o godzinie pierwszej po południu). To był sygnał dla marynarzy w porcie, aby skorygowali swoje chronometry.
Wszystko działa pięknie, dopóki nad port nie nadciągnie mgła (pamiętacie co pisałem o pogodzie w Szkocji?) 🙂

One o'clock gun dawniej.

I z tym problemem sobie poradzono. W 1861 roku na Zamku w Edynburgu wyznaczono specjalną armatę, z której punktualnie o godzinie pierwszej oddawano wystrzał. Ponieważ prędkość dźwięku nie jest wysoka, opublikowano specjalną mapę na której wyznaczono strefy z podanymi danymi korekcyjnymi.

Pierwotnie wykorzystywano 18-funtową armatę, którą obsługiwało 4 ludzi. Oczywiście wraz z postępem technicznym, armaty wymieniano na coraz nowsze. Nazywano je jednak zawsze tak samo: One o’clock gun (w wolnym tłumaczeniu: armata pierwszej godziny). Dziś Szkoci używają haubicy L118, która możecie obejrzeć na pierwszym zdjęciu.

Jako ciekawostkę dodam, że podobny mechanizm zainstalowano w naszym Gdańsku w 1876 (zdemontowano go w 1929). W 2008 roku dokonano rekonstrukcji i dziś można go oglądać na latarni morskiej w gdańskim Nowym Porcie.

Entropce dziękuję za udostępnienie wybranych zdjęć.