Archiwa kategorii: Szkocja

Morska piana

Kilka dni temu wydarzyło się coś, czego nie pamiętają najstarsi ludzie w Aberdeen. Nocny sztorm wyrzucił na brzeg ogromne ilości piany, która pokryła domy, samochody i drzewa. Poniżej filmik z Fittie.

Skąd ta piana? Jajogłowi twierdzą, że silny wiatr wywołał duże fale, powietrze wymieszało się z organicznymi minerałami w morzu, doprowadzając do wytworzenia niezwykle gęstej piany. Jest też możliwe, że pomogły temu komórki fitoplanktonu w wodzie. Wytwarzają one śluz, który pod wpływem silnych wstrząsów mógł przekształcić się w pianę.

Teraz pozostaje nam tylko czekać na nową Afrodytę 🙂

To co w Szkotach cenię najbardziej

Szkoci mają jedną cechę, którą szczególnie lubię: duże poczucie naturalnej swobody i luzu. Fajnie się ona objawia na różnych sytuacjach dnia codziennego.

…któregoś dnia zostałem prawie rozjechany przez przygarbioną i pomarszczoną staruszkę pędzącą na… hulajnodze 🙂 🙂 🙂 Dosłownie w ostatniej chwili uskoczyłem przed jej pojazdem z chodnika na schody prowadzące do biblioteki.

… patriotyczne święto szkockie. Rekonstrukcja jakiegoś ważnego wydarzenia historycznego. Tłum gęstnieje, emocje zaczynają wzbierać. Na murek wdrapuje się jakiś mężczyzna po 40-dziestce i zaczyna głośno śpiewać szkocką pieśń. Tłum przyjmuje go życzliwie nagradzając go gromkimi brawami. Oficjele czekają z rozpoczęciem, aż skończy śpiewać.

… ta sama impreza – już na starcie przestają działać mikrofony (czym się oczywiście nikt, absolutnie nie zestresował). Nikt nie słyszy co mówi burmistrz. Ktoś z tłumy krzyczy: „Głośniej!”. Burmistrz resztę swojego przemówienia dosłownie wykrzyczał 🙂

… muzyk na ruchliwym placu. W rękach gitara, mikrofon podpięty do wzmacniacza i głośników. Śpiewa profesjonalnie. To co było przed chwilą centrum placu, zamienia się natychmiast w miejsce kontemplowania muzyki. Ludzie siadają tam gdzie stali i… słuchają (nie skąpiąc przy okazji funtów).

Poniżej kilka fotek zrobionych telefonem (przepraszam za słabą jakość) z ilustrujących ostatnią obserwację.

Indyjska kuchnia czyli idli z chicken curry

Bharath w akcji 🙂
Jedna z zalet wspólnego mieszkania z ludzmi z innych kontynetów? Można spróbować świetnego domowego i orientalnego jedzenia 😉

Udostępnij

Po smakach Indii oprowadzają mnie moi przyjaciele: Bharath i Kamaraj. Prawidziwe indyjskie jedzenie jest piekielnie ostre. Tak ostre, że jeśli zapraszają mnie na luch, drastycznie ograniczają ilość przypraw, abym mógł go bezpiecznie zjeść 😉 Smak jest nieporównywalny do naszego jedzenia. Mieszanka ziół, których nazw nie jestem w stanie spamiętać gwaratuje doznania, których nie potrafię opisać 😀
Bharath powiedział mi, że każda gospodyni używa róźnej mieszanki zioł. Efekt? Gdy jedzie do swojej babci, jej jedzenie smakuje zupełnie inaczej, niż ta sama potrawa u jego mamy. Kamaraj za to zwrócił uwagę na leczniczą funcję ich przypraw: każda pomaga w jakimś aspekcie funkcjonowania ludzkiego organizmu lub zapobiega jakiejś chorobie.

Bharath i Kamaraj dziś przyrządzili idli z kurczakowym curry. Sami zobaczcie jak to wyglądało 🙂

Mieszanka czegoś co przypomina kus-kus, z dodatkiem różnych nasion suto doprawiona ziołami.
Masa jest formowana na kształt ciasteczek i gotowana w specjalnym naczyniu, na parze.
Gotowa potrawa razem z chicken curry.

Curry prawdopodobnie znacie. Zwrócicie uwagę na Idli: ogromnie popularna potrawa na południu Indii, spożywana tam w dużych ilościach.

Zapewniam, było pyszne. Dzięki chłopaki!

Upupienie po szkocku – czyli jak uciszyć 9-latkę

Udostępnij

Pewna urocza szkocka 9-latka, Martha Payne w kwietniu 2012 założyła bloga: Never Seconds.

Postanowiła dokumentować posiłki serwowane jej w szkole. Każdy posiłek opatrywany był zdjęciem, krótkim komentarzem i metryczką:
Ocena posiłku – w skali od 1 do 10,
Ilość jedzenia,
Dania – czyli przystawki, posiłki główne desery,
Ocena posiłku pod kątem zdrowia,
Cena,
Ilość włosów.

Oto kilka przykładowych zdjęć, które pozwolą Wam wyrobić sobie zdanie nt. jakości posiłków serwowanych w brytyjskich szkołach.

Blog dziewczynki zwróciła na siebie uwagę. Jej blog zebrał prawie 2 mln odsłon! Dziewczynka zebrała około 2 tysiące funtów na cele społeczne! W drugim tygodniu działalności okazało się, że półprodukty odgrzewane w mikrofali nie są tym, co powinny zapewnić dzieciom władze hrabstwa Argyll and Bute. W następnych posiłkach pojawiły się więc kawałki owoców i warzyw.

Władza jak to władza, nie mogła sobie pozwolić na tolerowanie takiej niebezpiecznej, podstępnej i wywrotowej działalności. Rozwiązano więc problem sięgając do najlepszych wzorców towarzyszy socjotechników. Dziewczynce… zabroniono prowadzić bloga.

Ale oddajmy jej głos, oto co napisała we wczorajszej notce:
„Tego ranka, na matematyce zostałam zabrana z klasy przez moją dyrektor do jej gabinetu. Powiedziano mi, że nie mogę robić więcej zdjęć szkolnych posiłków, z powodu nagłówków w dzisiejszych gazetach”. Dziewczynka komentuje dalej: „Ja piszę tylko bloga, nie gazety i jestem bardzo smutna, że nie wolno mi więcej robić zdjęć. Będzie mi brakowało oceniania posiłków w mojej szkole i oglądania zdjęć posiłków, które wysyłaliście do mnie”. Dzieli się również swoim przekonaniem, że w związku z zakazem nie uda jej się zebrać pieniędzy na sfinansowanie jednej z charytatywnych akcji.

Jej tata, Dave dodał kilka szczegółów pod jej wpisem: podziękował szkole za wspaniałe wsparcie. Ujawnił również, że skontaktował się z władzami hrabstwa Argyll and Bute. Powiedzieli mu, że to oni podjęli decyzje o zakazie blogowania dla jego córki.

W taki oto sposób, dzielni urzędnicy poradzili sobie z 9-latką, zamykając tym samym problem paszy (bo jedzeniem tego nazwać nie można) serwowanej w brytyjskich szkołach.

Zdjęcia pobrałem z bloga Marthy, serdecznie zapraszam do jego odwiedzenia.

Szkocki raj dla każdego mola książkowego

Udostępnij

Biblioteka Uniwersytetu Aberdeen. Piękny, nowoczesny budynek, siedem pięter wypełnionych książkami. Jako, że ostatnio spędzam tam nieco czasu, pozwólcie, że dziś uraczę Was zdjęciami, które ucieszą każdego książkowego mola 😉

Wnętrza biblioteki prezentują się oszałamiająco, niestety mój smartfon nie jest wstanie oddać uroku otwartej przestrzeni.

Zagłada ludzkości w 4 lata?

Udostępnij

Trzmiel
„Bzzzz, bęc, bęc, bzzzzz, bęc, bęc” – taki dźwięk obudził mnie w niedzielny poranek. Wielki trzmiel próbował wydostać się z mojego pokoju.

Okna ostatnio nie otwierałem, było ciut za zimno. Jak owad ten dostał się do mojego pokoju? Przezimował 🙂 Młode samice spędzają mrozy w bezpiecznych miejscach, wylatując na wiosnę, aby założyć gniazda. Wychodzi na to, że przez całą zimę mieszkałem z trzmielem… znaczy się z trzmielicą. Owada oczywiście wypuściłem, pomny prognozy jaką wygłosił Albert Einstein: „Kiedy wyginie pszczoła, rodzajowi ludzkiemu pozostaną już tylko 4 lata”.

Wielu z Was pewnie pomyślało, jak to możliwe, żeby taki mały robal miał taki wpływ na człowieka. Ano ma, pszczołowate (a więc i trzmiele) zapylają rośliny. I to wystarczy 🙂

My ludzie zachodu, uwierzyliśmy, że wiemy już wszystko. Że opracowaliśmy tak doskonałe leki, że nie zagrożą nam już praktycznie żadne choroby. Uwierzyliśmy, że poradzimy sobie z spadającymi na nas planetoidami, że jesteśmy o krok od zasiedlania Kosmosu. Uwierzyliśmy, że możemy kontrolować oraz dowolnie wpływać na środowisko naturalne.
Sen, przyznaję to piękny, ale przebudzenie może być bardzo nieprzyjemne.

Co się stanie gdy wyginą trzmiele? Część roślin może nigdy nie zostać zapylona: trzmiele latają w temperaturach niższych niż pszczoły, a ich aparat gębowy umożliwia im zapylanie roślin dla pszczół nieosiągalnych.
Czy jest to możliwe? Stosujemy herbicydy i środki owadobójcze, które zmniejszają ich populację. Znikają uprawy koniczyny, łubinu, komonicy i lucerny – głównych źródeł pożywienia trzmiela. Zabieramy im siedliska lęgowe. Podobno w ostatnich latach populacja trzmieli zmniejszyła się o 90%
Co się stanie gdy wyginą pszczoły? Nie trudno sobie to wyobrazić, jeśli weźmiemy pod uwagę, że owady te zapylają ok. 90% procent roślin które uprawiamy. Biolodzy twierdzą, że bez pszczół ludzkości zostanie 10 lat istnienia. Bez zapylania nie ma roślin, bez roślin nie ma życia.

To jest prawdziwe wyzwanie cywilizacyjne. Jak zmienić nasz sposób życia, jak zmienić nasze metody produkcji żywności, jak zmienić naszą gospodarkę w taki sposób aby nie eksploatowała środowiska naturalnego, ale z nim koegzystowała.
To jest coś, co wymaga przemyślanego wysiłku naukowców, biznesmenów i prawodawców.
Tylko jak tu ufać, że nasi rządzący poradzą sobie z tak skomplikowanym problemem, skoro nie dają sobie rady z wybudowaniem autostrady z jednego końca Polski na drugi?

Nie kaleczyć polska mowa…

Udostępnij

Dobra, poukładajmy sobie sprawę związaną języka polskiego. Tylko szybko, bo szkoda czasu, to przecież kolejna wrzutka polskiego rządu (jeśli ktoś ma pomysł co ma przykryć, to zapraszam do podzielenia się nim w komentarzach).

Tzw. minister Pani Mucha, domaga się, żeby nazywać ją ministrą. Nie jestem purystą językowym, nie uważam się za eksperta, sam zapewne popełniam błędy językowe, ale o odmianie uczyli nas w szkole podstawowej. W IV klasie jeśli mnie pamięć nie myli.

Po koleji:
Formy żeńskie od rzeczowników zazwyczaj tworzy dodając -a, lub -ka. Jednakże: nie powiemy o Premier Suchockiej „premiera”. Dlaczego? Bo premiera to pierwsze przedstawienie sztuki lub wyświetlenie filmu. Nie powiemy o pani kierownik „kierownica”, bo co to jest kierownica chyba wszyscy wiedzą. I nie powinniśmy mówić „ministra”. Dlaczego? Bo to odpowiedź na pytanie czyj? czyja? Czyja to aktówka? Ministra.

Niektórych rzeczowników formy żeńskiej nie da się odmienić zgodnie z powyższą zasadą. Dodajać końcówkę -ka uzyskujemy efekt zdrobnienia (np. kobyłka) lub też efekt języka potocznego (który może być czasem odebrany jako obraźliwy): dyrektorka, profesorka.

Proste? Nie twórzmy bytów ponad potrzebę.

Podsumuję powiedzonkiem z czasów szkolnych: „Naucz się koncówków, będziesz mieć piątków jak mrówków”.

Polska ambasada w Edynburgu

Udostępnij

Konsulat Generalny RP w Edynburgu.
Konsulat Generalny RP w Edynburgu.


W końcu nadszedł ten dzień. Dzień w którym przyszło mi załatwiać sprawy w polskiej ambasadzie 🙂

Jako, że nigdy nie miałem do czynienia z naszymi służbami dyplomatycznymi (ale za to całkiem sporo z naszymi urzędami) podeszłem to tego nieco nieufnie.

Pierwszy kontakt – mailowy. Odpisują szybko, merytorycznie i bardzo uprzejmie. To się chwali 🙂
Rejestracja przez internet. To się chwali 🙂
Wizyta w ambasadzie: sympatyczny urzędnik przyjął dokumenty, wytłumaczył co, gdzie, jak i na kiedy. W piętnaście minut wniosek na nowy paszport został złożony. To się chwali! 🙂

Krytykę zostawiam dla ludzi odpowiadających za podział środków na funkcjonowanie ambasad. Konsulat Generalny Rzeczypospolitej Polskiej w Edynburgu jest po prostu ciasny. Klientów obsługuje się zaledwie przy dwóch okienkach. Na spotkanie czeka się ponad miesiąc.
Biorąc pod uwagę ilu obywateli RP przebywa w Szkocji to niedopuszczalne. Ministrze Radosławie! Mniej czasu spędzać na Twitterze, a więcej nad budżetem Konsulatu w Edynburgu!

Muszę Wam powiedzieć o jeszcze jednej bardzo fajnej sprawie. O ludziach w kolejce 🙂 Życzliwi, uprzejmi i całkiem… fajni. Każdy kto jeździł za granicę z łatwością zrozumie moje zaskoczenie. Nie bez kozery jedną z podstawowych zasad emigracyjnych jest: „uważaj na Polaków”.
Czy to znak, że wreszcie zaczeliśmy się zmieniać?

Ludkom z Aberdeen chcę polecić studio fotograficzne gdzie można zrobić zdjęcia paszportowe (do paszportów biometrycznych) na miejscu i w rozsądnej cenie: Mnemonic Photography.

A dla tych, którzy dotrwali do tego miejsca mam bonus. Będąc na starym mieście zrobiłem kilka fotek telefonem. Smacznego! 🙂

P.S. Powiem Wam, że takie wydawanie paszportów to niezły biznes. Chyba sobie kiedyś jakieś państwo założe ;