Archiwa kategorii: Z życia Dilberta

Grunt to dobra organizacja

Udostępnij

Z cyklu zasłyszane w pracy. Szef działu D. wydaje dyspozycje jednemu z kierowników.
D: – Trzech ludzi wyślesz tam, czterech będzie robiło to, pięciu postawisz tam. Kolejnych trzech rozstawisz tutaj…
K: – Hej D. ale my mamy tylko siedmiu pracowników!

🙂

Zobacz też:
* Komunikacja interpersonalna w praktyce, czyli umiejetności miękkie po szkocku.
* A gugu

Bo ten Witold to najgorszy jest…

Udostępnij

Scenka z pracy: przerwa w zakładowej kantynie.

Dosiadam się do stolika przy którym siedzi nowy, nieznajomy pracownik. Zaczynamy rozmowę. Jak zwykle przy takiej okazji padają standardowe pytania: skąd jesteś z Polski? Jak długo w UK? Jakie masz plany? Czym zajmowałeś się w Polsce?
Nowy pyta o firmę, warunki, zasady, o to, kto za co odpowiada. W pewnym momencie mówi:
– A ten Witold to podobno najgorszy jest. Trzeba na niego uważać?

🙂

No cóż, zajmując się zagadnieniami związanymi z utrzymaniem jakości ciężko pozostać popularnym 😀
Szczególnie, że spora część moich polskich współpracowników, starannie pielęgnuje ducha poprzedniej epoki. Wiecie o czym mówię? Idealnie sportretował to Jacek Kaczmarski:


(…)
Byle jak, byle co,
Byle szło – wprost czy wspak.
Byle mieć to już za sobą
Byle gdzie dla byle kogo –
Byle jak.
(…)
Nic nie warte jest wysiłku,
Co domaga się wysiłku,
Życie z tricków i uników
Uczłowiecza męczenników –
Bez wysiłku siądź na tyłku
I wyluzuj się, Motylku, tak, czy siak.
(…)

Ja raczej należę do osób solidnych i robiących swoją robotę niezależnie od sytuacji. Wychodzę też z założenia, że jeśli nie potrafię czegoś wytłumaczyć pięć razu po polsku, to na pewno uda się ta sztuka managerowi, raz, po angielsku :]
Wiecie, że to nawet działa?

Dżeromin? dżeromin?

Udostępnij

Mój były szef (tak, tak w mojej firmie wszystko zmienia się bardzo szybko: decyzje biznesowe, managerowie, fakt posiadania przez Ciebie pracy ;)) jest… oryginalnym człowiekiem.

Pamiętam, gdy w pierwszych dniach mojej pracy omawiałem z nim jakieś zagadnienie.
Co kilka zdań powtarzał: – dżeromin? dżeromin?
Myślę sobie: ki cholera? Wiem oczywiście kto to był Geronimo, ale co ma stary Indianin do smażonej ryby?!

Zapytałem go o to. Wyjaśnił.
„Dżeromin” to skrót od: – Do you know what I mean? 😀 (W tłumaczeniu: czy wiesz co mam na myśli, czy wiesz o co mi chodzi).

Moja lektorka powtarza: „nie spodziewaj się znaleźć logiki w języku angielskim, on jest irracjonalny”. Mądra kobieta, wie co mówi 😉

Polecam:
* Jeszcze jedna historyjka z moim byłym szefem w roli głównej.
* Moje boje… z angielskim.

Jezusowe pudełko tytoniowe

Udostępnij

Wchodzę do biura znajomej, inteligentnej i niezwykle sympatycznej kobiety. Widzę, że zwija skręta (skojarzyła mi się natychmiast z Lucky Luke’iem, daję słowo :D).

Z grzeczności zainteresowałem się jej tytoniowym hobby. Zauważyłem, że jej pudełko na tytoń ma na wieczku obrazek… Jezusa Chrystusa. Dokładnie takiego, jakiego zobaczyć można w wielu polskich domach: przystojny, długowłosy mężczyzna wyciąga rękę w geście błogosławieństwa.

Ponieważ, w UK dość rzadko widzę symbole religijne, obrazek zwrócił moją uwagę.
Moja znajoma wytłumaczyła mi to następująco: „Lubię to pudełko, to jest strasznie śmieszne. Tytoń noszę zawsze przy sobie. Dzięki temu wiem, że On jest codziennie ze mną. Po za tym to jest zabawne. To moje ozdobne jezusowe pudełko tytoniowe”.

Quiz: Co ma wspólnego mój dział z Wojskiem Polskim?

Udostępnij

Chciałbym radośnie poinformować, że mój departament zaczął niedawno przypominać polskie wojsko. Nie wiem czy wiecie, ale w naszych siłach zbrojnych na jednego szeregowego przypada 1,23 oficera. Nota bene: to oznacza, że dowódcy nie bardzo mają kim dowodzić *)
U mnie, stale wzrasta liczba artystów zarządzających. W naszym wojsku nazywało się to profesjonalizacja, u nas na to restrukturyzacja wołają. Obecnie na jednego „szeregowego” przypada półtora szefa 🙂

Zobacz też:
* Komunikacja interpersonalna w praktyce czyli umiejętności miękkie po szkocku.

*) Polecam na ten temat niezły artykuł w Rzepie.

Zawodowy macacz jedzenia :)

Udostępnij

Wspominałem kiedyś, że obecnie pracuję w branży spożywczej? *)

Top gang czyli szefowie wszystkich szefów, przymuszony sytuacja biznesową postanowił wyrobić nam wszystkim zaświadczenia zawodowych dotykaczy jedzenia. Tak wiem, bardzo swobodnie przetłumaczyłem termin Food Handler.

Specjalna firma, poprzez specjalnie wyszkolonego pracownika obejmie nas specjalnym badaniem. Nie wiem jak bardzo szczegółowym, ale znając Szkocję najprawdopodobniej obejrzy nasze ręce (długo nieobcinane paznokcie mogą zdeformować palce, dziurawią też rękawiczki, po za tym pod takimi paznokciami zostaje za dużo panierki – wiadomo: nieuzasadnione straty surowca), zęby, nos (koza s nostra), sprawdzi czy widać jeszcze dziurki w uszach, czy potrafimy się powstrzymać się od plucia przez pięć minut, zapyta o nasze ranne pokasływanie i ew. zaparcia i biegunki 🙂 Jeśli komuś dolega coś poważniejszego wyśle go pewnie do lekarza specjalisty. Który jak znam życie, niezależnie od problemów i objawów zaaplikuje paracetamol i dwa tygodnie leżenia w łóżku.

Tym oto sposobem, zostanie fachowo udowodnione, że mogę zawodowo macać jedzenie. Biznes się będzie dalej kręcił, nasi klienci będą szczęśliwi, sprzedamy pewnie więcej naszych produktów, firma pielęgniarska zarobi na siebie, a jeśli wśród naszych pracowników znajdą się jacyś poważniej chorzy to i sprzedaż paracetamolu wzrośnie 🙂

*) Wspominałem.

Bożonarodzeniowy szał kartkowy

Udostępnij

Brytyjczycy mają hopla na punkcie kartek świątecznych. Nawet moja… hmm… oszczędna firma sprężyła się i chyba każdy z pracowników dostał maleńką karteczkę świąteczną. To to taka różnica kulturowa: w Polsce czasem dają bony na święta, tutaj karteczki z życzeniami 😉
Generalnie, kartki są wszędzie, w każdych rozmiarach, kształtach i kolorach. Są takie klasyczne: z choinkami, bombkami, światełkami i takie takie troszkę rzadziej spotykane też (np. z pijanym Mikołajem). Biznes kartkowy jest naprawdę bardzo intratny, tym bardziej że ceny niektórych kartek potrafią dojść do kilku funtów za sztukę 🙂
Zapytałem swoją szkocką znajomą, co robi z tymi wszystkimi kartkami. Powiedziała mi, że ustawia sobie na jakiejś komodzie i ilekroć na nie spojrzy to jej się przyjemnie robi. Ponieważ za choinką nie przepadam, a w Świętego Mikołaja już nie wierzę, podarowałem jej ładną kartkę z rudzikiem (taki ptaszek). Niech się kobiecie, chociaż na święta przyjemnie z mojego powodu zrobi 🙂