Archiwa tagu: historia

Falklandzka ropa, falklandzki konflikt?

Udostępnij

„Wielka Brytania dokonała wszystkich koniecznych przygotowań do ochrony Falklandów” – powiedział wczoraj Premier Wielkiej Brytanii Gordon Brown.

Starszym czytelnikom tego bloga, zapewne od razu przypomina się rok 1982 i… Wojna o Falklandy/Malwiny.

Argentyńska junta wojskowa postanowiła wtedy odwrócić uwagę swoich krajan od problemów wewnętrznych. A jak wiadomo nic nie mobilizuje społeczeństwa lepiej, niż wspólny wróg.
Poparła swoje roszczenia dotyczące grupy wysepek… ekspedycją wojskową. Dalej wypadki toczą się szybko:
W kwietniu 1982 roku wojsko argentyńskie kontroluje wyspy. Argentyńczycy, którzy do tej pory demonstrowali przeciwko juncie, teraz organizują wiece poparcia.
Niestety (lub jak kto woli stety), panowie generałowie zapomnieli, że po drugiej stronie siedzi Pani Margaret Thatcher. Myślę, że takiej odpowiedzi się nie spodziewali: Pani Premier poczęstowała ich żelaznymi argumentami (dosłownie). Na Falklandy/Malwiny przypłynęła brytyjska flota wojenna. Spadło kilkanaście samolotów, zatonęło kilka okrętów (po obu stronach). Łącznie zginęło blisko 1000 ludzi…

Można powiedzieć, że Margaret Thatcher przyczyniła się demokratyzacji Argentyny 😀 Dyktatura wojskowych w wyniku przegranej wojny została obalona. Pomimo sromotnej porażki Argentyna nie wyrzekła się swoich roszczeń (obecnie prowadzi próby odzyskania kontroli metodami pokojowymi, np. dyplomatyczne działania na forum ONZ).

Paradoksem całej sytuacji jest to, że w XX wieku, Brytyjczycy raczej myśleli o pozbyciu się deficytowych wysp. Zamieszkujący wówczas tam Kelperzy (nota bene: potomkowie szkockich emigrantów) sprzeciwiali się tym pomysłom powołując się na 73 artykuł Karty Narodów Zjednoczonych.
Dzisiaj raczej takich pomysłów, nikt już nie przedstawia, szczególnie biorąc pod uwagę, że wokół wysp znajdują się łowiska ryb oraz bogate złoża ropy. Mówi się również o zasobach złota i diamentów.

Sytuacja na dziś jest następująca: Brytyjczycy chcą dokonywać wierceń wokół Falklandów. Argentyńczycy uznają archipelag za swoje terytorium i chcą dokonywać kontroli statków płynących przez ich wody terytorialne (oczekują specjalnych pozwoleń).
Brytyjskie MSZ twierdzi, że plany eksploatacji złóż są zgodne z prawem międzynarodowym i że liczy na to, że argentyńskie pozwolenia mają charakter czysto symboliczny.

A ze Szkocji, w tamten rejon, płynie właśnie Ocean Guardian – szyb naftowy należący do firmy Desire Petroleum…

Second Warsaw czyli aberdyńskie Jackowo.

Udostępnij

Zapytajcie tubylca z Aberdeen jaka jest najgorsza dzielnica Aberdeen. Odpowiedz będzie krótka: Torry.

Ta dzielnica cieszy się paskudną opinią. Powszechnie uważana jest za siedlisko dziwek (jeśli usłyszysz pytanie typu: „Rozglądasz się za jakimś interesem?” nie łudź się proszę, że chodzi o przedsięwzięcie biznesowe :D), ćpunów, alkoholików i życiowych nieudaczników wszelkiej maści i kalibru. I jest w tym sporo prawdy 🙂

Widok na doki z mostu Victoria Bridge.

Torry są wciąż zaniedbaną, nieco niebezpieczną (znam gorsze) dzielnicą portową. Na szczęście to się zmienia. Uważam, że również dzięki… Polakom 🙂
Mechanizm jest prosty: gdzie mieszka większość polskich emigrantów? Tam gdzie jest najtaniej, czyli w najgorszych dzielnicach. Z lokalną gangsterką zwykle sobie jakoś radzą (najczęściej po prostu przytłaczają tubylców liczebnością). Niepostrzeżenie w dzielnicy robi się nieco spokojniej. A właściciele mieszkań robią interes życia (bo ceny wynajmu ze względu na popyt natychmiastowo idą do góry).
Nie bez przyczyny Torry nazywane są Drugą Warszawą – znaleźć tu można polski sklep, a polski na ulicy słychać chyba częściej niż angielski. W okolicznych fabrykach pracuje wielu naszych rodaków.

Biblioteka publiczna.

City Council w ramach programu rewitalizacji miasta Aberdeen stara się zająć tą dzielnicą. M.in. powstało specjalne partnerstwo na rzecz integracji społeczności angażujące biznes, organizacje społeczne i urzędników. Myślę, że zmiany idą w dobrym kierunku.

Port. Z lewej specjalne łodzie używane na platformach. Te na zdjęciu służą do treningów dla pracowników kompanii olejowych.

Torry mają też drugie, nieznane powszechnie oblicze: mieszkają tu ludzie silnie utożsamiający się z tym miejscem, pamiętający o rybackich tradycjach tej miejscowości, zaangażowani w działalność na rzecz społeczności. Co ważne udało im się podtrzymać więź międzypokoleniową.
Akurat wczoraj, miałem okazję poznać uroczą Panią pamiętającą Torry zanim nastała epoka gazu i nafty.
Zmuszony sytuacją (cholerne nadgodziny) szukałem podczas launchu jakiegoś take away’a (żarcie na wynos). Znalazłem całkiem sympatyczny bar w którym spotkałem Iris – sympatyczną staruszkę która w ciągu 20 minut opowiedziała mi o swoim zmarłym mężu – marynarzu Royal Navy, stosunkach panujących kiedyś w rybackiej społeczności oraz o tradycyjnej zabudowie znajdującej się w Old Torry. Wspominała swoją młodość i nie szczędziła ciepłych słów, opowiadając o byłych polskich żołnierzach osiadłych tutaj po II Wojnie. Szczególnie zapadł jej w pamięć jeden – z zawodu stolarz – który wykonał komplet pięknych mebli do swojego domu.

Fragment portu. Kra na rzece Dee.

Torry do 1891 były samodzielną rybacką wioską. Zaopatrywały ośrodek miejski w żywność. Mocno konkurowały z położoną na przeciwległym brzegu rzeki Dee rybacką wioską Footdee. Dziś niewiele budynków pamięta Stare Torry – większość z nich pochłonęła zmieniająca swoje koryto rzeka Dee oraz gruntowna przebudowa miejscowości na początku ubiegłego wieku.

Wielka Dziura (w) Aberdeen

Udostępnij

Miasto z granitu, mosty z granitu, chodniki wyłożone granitowymi płytami. Czy zastanawialiście się kiedyś skąd on się wziął?

W 1740 roku na górze Rubislaw otwarto kamieniołom. Początkowo był własnością publiczną, jednak rada miasta doszła do wniosku, że złoże nie dostarczy surowca dobrej jakości. Sprzedało go więc lokalnemu przedsiębiorcy za 13 funtów.
Dziś, góry już nie znajdziecie. Pożarł ją kamieniołom. Z tego „kiepskiego złoża” wydobyto ponad 6 mln ton granitu! Na jej miejscu znajduje się największą dziurę w Europie wykonaną ludzką ręką.

Rubislaw quarry został zamknięty 1971 roku. Wyrobisko ma średnicę 120 metrów i 140 metrów głębokości. Rozmiary te osiągnięto, w dużej mierze, dzięki pomysłom dwóch architektów: Johna Smitha i Archibalda Simpsona, którzy w XIX wieku przebudowali Aberdeen (nadając mu dzisiejszy charakter).


View Larger Map

Macie jakiś dobry, biznesowy pomysł na wielką dziurę wypełnioną wodą deszczową? Taak? Świetnie: za ok. 30 tysięcy funtów możecie stać się jego właścicielami (a 30 tysięcy to całkiem niezła cena – ledwie jakieś pół ceny jednopokojowego mieszkania). 🙂

The Tolbooth Museum

Udostępnij

Nuuuda, o muzeum będzie pisał… Ale za to o jakim! 🙂 Wyobraźcie sobie, że wchodzicie do budynku City Council. Taki ichni urząd miejski. Ładny, elegancki hol, miła pani, jakieś uloteczki, szmery bajery, pani mówi, żeby za rogiem skręcić w prawo.
Skręcamy i…. ejże!
Małe, wąskie wejście, grube mury, ciasne, kręcone, strome schody, trochę duszno, trochę wilgotno. Jesteśmy w starej wieży!

Tolbooth Muzeum. Ruchliwe centrum miasta, gdzie ta stara wieża?

Tak to jest, jak człowiek nie ma kondycji, kłuje w płucach… dobrze ze schody się kończą. O jakaś cela po prawo, wchodzimy. Ciemno, na ziemi jakieś graty, kosze… pod ścianą ktoś leży. Słychać brzdęk kajdanów. W kącie siedzi stary mężczyzna w kilcie, który ożywia się na nasz widok. Zaczyna opowiadać nam dlaczego się tutaj znalazł – jest jednym z pięćdziesięciu uwięzionych powstańców jakobickich

No ale teraz po kolei: Tolbooth było miejscem gdzie osadzano więźniów oraz zbierano myto, cła i inne podatki. Tutaj spotykała się również ówczesna rada miejska. W Aberdeen miejsce to przybrało postać pokaźniej wieży, wybudowanej w XVII w. Dzisiaj znajduje się ona w…. środku urzędu miejskiego!
Jak do tego doszło? Wygląd Aberdeen zawdzięczamy trzem architektom: Archibaldowi Simpsonowi, Johnowi Smithowi oraz Alexandrowi Marshallowi Mackenzie. W XIX wieku rozpoczęto generalną przebudowę miasta nadając mu granitowy charakter… i nasza wieża została „opakowana” nowym budynkiem 🙂 Przyjrzyjcie się, proszę pierwszemu zdjęciu. Widać dwie wieże? Ta pierwsza, mniejsza ma inny kolor 🙂 To jest nasze muzeum.

Same muzeum, nie jest duże, nie zawiera jakiś niesamowicie oryginalnych eksponatów. Cała jego miodność leży w nietypowej lokalizacji i plastycznym pokazaniu historii tego miejsca. Dobrym przykładem jest sala z uwięzionym Szkotem: realistyczne figury, ciemna cela, świetny podkład dźwiękowy i… animowana projekcja twarzy opowiadającego. Naprawdę, można uwierzyć, że dwa metry od nas siedzi stary powstaniec.

Kolejną fajną rzeczą są makiety. Zrobione naprawdę na wysokim poziomie. Zobaczcie sami:

Aberdeen rozwijało się równolegle do Old Aberdeen. Makiety pokazują okolicę dzisiejszego centrum.
Rzeka Dee w przeszłości rozlewała się u ujścia i tworzyła miejsce które idealnie nadawało się do założenia portu.
Jakość makiet jest świetna. Dosłownie możemy zajrzeć w uliczki i ogródki ówczesnego miasta.
Castle Gate. W tle widać wieżę Toolboth.

Aberdeen to miasto o charakterystycznym wyglądzie i ciekawej historii. Dzięki niej jest pełne specyficznego kolorytu, ma wiele zakątków, miejsc nietypowych i innych smaczków, które każdy może odkryć o ile potrafi uważnie patrzeć 🙂

Dunnottar Castle

Udostępnij

Pisać bloga o Szkocji i nie napisać o Zamku Dunnottar (a w zasadzie jego ruinach) to rzecz niepodobna. To jeden z najsłynniejszych szkockich zamków. Zamki w Szkocji to w ogóle bardzo wdzięczny temat: jadąc, niemalże co kilka kilometrów można zobaczyć jakąś malowniczą ruinę, wieżę lub zrewitalizowany zamek zamieniony na muzeum lub hotel.

Dunnotar Castle - Zamek na wysokim klifie
Dunnotar Castle - zamek na wysokim klifie
Zamek Dunnotar - jedna z dwóch dróg do zamku. Dostępu broni dobrze ufortyfikowan wieża
Zamek Dunnotar - jedna z dwóch dróg do zamku. Dostępu broni dobrze ufortyfikowan wieża

Dunnottar Castle znajduje się w północno-wschodniej Szkocji, nad morzem Północnym. Dziś możemy podziwiać już tylko jego efektownie położone ruiny: na małym, wysuniętym w morze cyplu na szczycie wysokich, pięćdziesięcio-metrowych klifów. Na ich szczyt prowadzą tylko dwie ścieżki: jedna ze strony lądu, druga od strony morza. Obie były zabezpieczone fortyfikacjami.
Kiedyś była to twierdza niemalże nie do zdobycia, o ważnym znaczeniu strategicznym. Kto kontrolował Dunnottar Castle kontrolował szlaki morskie i lądowe (np. Causey Mounth). O jego pozycji, niech świadczy fakt, że to tutaj ukryto Regalia Szkocji (korona królewska, miecz i berło).

Dunnotar Castle - widziany z drugiej strony zatoczki.

Jako pierwsi jego położenie docenili Piktowie zakładając na półwyspie fortyfikacje. Prawdopodobnie z to właśnie z języka Piktów wywodzi się nazwa zamku (Dun – siła).
Zamek ten był areną wielu krwawych bitew: oblegali go Wikingowie, kręcił się koło niego Wallace (a jak pamiętacie z filmu, gdzie się kręcił William tam spokojnie nie było), związany jest z punktem zwrotnym w historii Angielskiej Wojny Domowej, bombardował go Cromwell.
W jego murach gościli ludzie którzy zapisali się w historii Szkocji: Donald II, William Wallace, Maria I Stuart, Robert I Bruce, Święty Ninian czy też Król Charles II.

Z okien zamku ciągle rozpościerają się wspaniałe widoki.
Z okien zamku ciągle rozpościerają się wspaniałe widoki.

Ruiny które zachowały się do dziś pochodzą głównie z XVI-XVII w. (najstarsze fragmenty fortyfikacji pochodzą z XIV w.).

W tym miejscu duchów jest tak dużo jak zamków w Szkocji: w browarze pląta się duch dziewczynki w zielonej sukience, duch psa myśliwskiego biega po okolicznych polach, a i na ducha Wikinga natknąć się czasem można. Niestety, nie mam żadnego fajnego zdjęcia ducha.

W pobliżu Dunnottar znajduje się małe turystyczne miasteczko zwane Stoneheaven. Jak dla mnie jest zdecydowanie przereklamowane. Jedyną fajną rzeczą w Stoneheaven jest mały port rybacki.

Odpływ.
Odpływ.
To jest... ok, nie wiem co to jest, ale to jest druga fajna rzecz w Stoneheaven :)
To jest... ok, nie wiem co to jest, ale to jest druga fajna rzecz w Stoneheaven 🙂

Od miasteczka do zamku prowadzi wąska ścieżka biegnąca na skraju urwiska. Widoki z niej naprawdę zapierają dech w piersiach!

Widoki przynajmniej jak z Azji.
Widoki przynajmniej jak z Azji.
Dowód pragmatyzmu Szkotów. Oto pomnik poświęcony pamięci walczących w wojnach. Hurtem. Jedyny jaki spotkałem. Na szczycie górki, daaaleko za miastem.
Klify...
Klify...
....a na klifach mieszkają setki ptaków.
....a na klifach mieszkają setki ptaków.
Ich skrzek słychać z odległości kilkuset metrów. Żeby tylko to urocze stadko, nie zechciało przelecieć nam nad naszymi głowami...
Ich skrzek słychać z odległości kilkuset metrów. Żeby tylko to urocze stadko, nie zechciało przelecieć nam nad naszymi głowami...

Entropce dziękuje za udostępnienie wybranych zdjęć.