Archiwa tagu: kobieta

Przypadki Witolda

Udostępnij

To kolejny raz, gdy Witold wsiada do windy i wciska przycisk „Parter”. Winda zamiast na dół, jedzie na najwyższe piętro. Na samej górze, stoi ta sama, piękna dziewczyna, która pyta: „Znowu chciałeś jechać na dół?”

Nie zmyślam. Mam uroczą sąsiadkę do której zawozi mnie co jakiś czas niezbyt dobrze działająca winda. Najzabawniejsze jest to, że taka awaria zdarza się tylko wtedy gdy ona również czeka na windę na swoim piętrze.
W takich chwilach człowiek zaczyna żałować, że nie jest w pełni wolnym człowiekiem 😉

I ty możesz być artystą

Udostępnij

Dzień wolnego należał mi się już od dawna. Postanowiłem się ukulturalnić i doskonałym towarzystwie wybrałem się do Aberdeen Art Gallery & Museum.

Sztuka, ale głównie ta nowoczesna. A to oznacza, że już od wejścia zostaliśmy zaatakowani nieprawdopodobną wprost ilością bohomazów, zepsutych przedmiotów, zardzewiałych rur i brudnych szmat. Sztuka przez duże SZ 🙂

sztuka nowoczesna, Aberdeen Art Gallery
Instalacje. Na pierwszym planie śpiworek.
Intelektualna głębia zamknięta w porcelanowych skorupach zastawy stołowej.

Stawałem przed każdą kolejną instalacją, plamą na płótnie i myślałem: I ty, Witold możesz być artystą.
Jako, że przekaz brudnego śpiwora rozciągniętego na podłodze czy też zastawy rozłożonej na stole okazał się dla mnie zbyt trudny, poprosiłem o wsparcie specjalistów skupionych w Loży Szyderców. Niestety i oni okazali się bezradni.

Loża Szyderców z profilu.
Nieco bardziej tradycyjnie.

Na szczęście w aberdyńskim muzeum jest parę pomieszczeń z sztuką, którą łatwiej mi docenić. Przenieśliśmy się tam i kontemplowaliśmy.

Chwila skupienia przed decyzją ostateczną...
Podoba się!

Z bardziej znanych malarzy znajdziecie tam impresjonistę Claude Moneta i Petera Bruegela.

La Falaise à Fécamp Claudie Monet
La Falaise à Fécamp. Claude Monet.
Zły Pasterz Peter Bruegel
Zły Pasterz. Peter Bruegel.

Obraz Moneta nie zrobił na mnie żadnego wrażenia, za to zachwyciłem się twórczością innego malarza, którego nazwiska teraz nie pomnę. Facet miał niezwykły dar: znajdował niezwykle piękne modelki 😉 i potrafił uchwycić ich piękno na swoich obrazach. Zerknijcie sami:

Fragmen obraz - wykadrowałem na najładniejszej dziewczynie 😉
Cygańska piękność.

Dla jego obrazów zdecydowanie warto odwiedzić Aberdeen Art Gallery & Museum. A jeśli zrobicie to „na dniach” zobaczcie koniecznie wystawę fotografii dzikiej natury. Niesamowite fotografie!

Spotkanie biznesowe

Osób ze 40. Sympatycznie i profesjonalnie 🙂 Podchodzą do mnie dwie miłe Panie, jedna z niech wskazuje na moją plakietkę z nazwiskiem, a potem pokazuje swoją. Mamy takie same nazwiska! Druga Pani pokazuje swoją i znowu zaskoczenie! Dodam, że moje nazwisko jest typowo polskie, a meeting zdecydowanie tubylczy 🙂

Panie nie są Polkami… ale ich pradziadek był. Gdańszczanin. Jak wielu, wyemigrował. Panie zapytały jak prawidłowo wymawia się nasze nazwisko, opowiedziałem im też nieco o znaczeniu naszego nazwiska.

Spotkanie tak miłe, a zaskoczenie tak duże, że postanowiłem podzielić się z Wami relacją. Jak Wam się podoba cała historyjka? 🙂

Burns Night czyli nieoficjalne szkockie święto narodowe.

Udostępnij

Pomnik piewcy życia wieśniaczego w centrum miasta.

Coś mi się ostatnio zwiększyła częstotliwość publikacji 😉 Nie bójcie się, dziś nie będę Was zanudzał długachnymi postami. Chciałbym krótko wspomnieć o ważnym dla Szkotów (szczególnie dla szkockich emigrantów) święcie: Burns Night, obchodzonym 25 stycznia.

Robert Burns z profilu. Zwróćcie uwagę na romantyczną stokrotkę trzymaną w lewej dłoni.

Sylwetkę Roberta Burnsa i obchody jego nocy opisałem równo rok temu w notce zatytułowanej: Żywot człowieka poczciwego w wersji Gaelic czyli Burns Night. Zajrzyjcie, bo warto.
Więcej o tym wydarzeniu napiszę, jak mnie kiedyś jacyś Szkoci na obchody zaproszą 😉

Aaa i jeszcze… Robert Burns znalazł się na szkockich banknotach, ale o tym możecie przeczytać tutaj.

Kronikarski obowiązek wypełniłem. Tyle na dziś 🙂

Jezusowe pudełko tytoniowe

Udostępnij

Wchodzę do biura znajomej, inteligentnej i niezwykle sympatycznej kobiety. Widzę, że zwija skręta (skojarzyła mi się natychmiast z Lucky Luke’iem, daję słowo :D).

Z grzeczności zainteresowałem się jej tytoniowym hobby. Zauważyłem, że jej pudełko na tytoń ma na wieczku obrazek… Jezusa Chrystusa. Dokładnie takiego, jakiego zobaczyć można w wielu polskich domach: przystojny, długowłosy mężczyzna wyciąga rękę w geście błogosławieństwa.

Ponieważ, w UK dość rzadko widzę symbole religijne, obrazek zwrócił moją uwagę.
Moja znajoma wytłumaczyła mi to następująco: „Lubię to pudełko, to jest strasznie śmieszne. Tytoń noszę zawsze przy sobie. Dzięki temu wiem, że On jest codziennie ze mną. Po za tym to jest zabawne. To moje ozdobne jezusowe pudełko tytoniowe”.

Moda w Aberdeen

Udostępnij

Młoda dziewczyna idzie Union Street – główną ulicą Aberdeen. Różowe włosy, jasne, niemalże białe brwi. Gałobitnie czerwona podkoszulka, kuse, czarne getry. I trampki. Fioletowe ze złotym znaczkiem „Nike”.

Jaka jest moda w Aberdeen? Nie wiem. Ale wyraźnie dostrzegam jeden trend: musi być jaskrawo, błyszcząco, w miarę możliwości paćkato i jarmarcznie. No i obowiązkowo w czarnych, obcisłych getrach 🙂

Żywot człowieka poczciwego w wersji Gaelic czyli Burns Night

Udostępnij

Robert Burns. Źródło: Wikipedia.

Robert Burns to szkocki odpowiednik naszego rodzimego piewcy życia wieśniaczego. Sławił on: grzebanie w ziemi, hodowanie buraków i innych kwiatków, gryzące komary, śpiewające ptaszki o 4 nad ranem oraz wiosenne słonko, które sprawia, że oraczom pot zalewa oczy.
W dodatku jak to z miłośnikami sielanek wiejskich bywa, był niepoprawnym romantykiem (prekursor romantyzmu). I to i jakim! Praktykującym (zgodnie z zasadą: „amor vincit omnia”). Idąc jego śladem odnajdziemy nieślubne dzieci, złamane serca i liczne wiersze sprawiające, że trup niewieści kładł się gęsto. I to wszystko w XVIII wieku!

Jego życiowe doświadczenia i dorobek (nie chodzi mi o ten miłosny 😉 ) budzą mój szacunek. Od dzieciństwa ciężko pracował na roli, jednocześnie gruntownie się edukując (zasługa mądrego ojca). Jestem w stanie to sobie wyobrazić: najpierw 10 godzin fizycznej, odmóżdżającej roboty, później jeszcze kilka intensywnej nauki. A po osiągnięciu dojrzałości umiejętność dostrzeżenia w tym piękna. Hmmm… to dowodzi, że jak większość poetów romantycznych był przynajmniej lekkim sadomasochistą 😉

Barwna postać. Rolnik, pożeracz serc niewieścich, poeta, antyklerykał, mason.
Gdy zawirowania życiowe rzuciły go do Edynburga w bardzo szybkim czasie zdobył niesłychaną popularność, stając się symbolem narodowym Szkocji.
Bez wątpienia poeta o ogromnym dorobku (niestety moja indolencja językowa nie pozwala mi się z nim zapoznać), posiadający duże zasługi dla ocalenia kultury szkockiej (np. zebrał i opracował wiele pieśni ludowych, tworzył również w lokalnym dialekcie szkockim). W pełni zasłużył sobie na miano Poety oraczy, Ulubionego syna Szkocji, barda Ayrshire.

Czas wyjaśnić, dlaczego postanowiłem poświęcić mu ten wpis 🙂
Dziś jest jego wieczór – Burns Night.

Jak już wcześniej pisałem Burns jest symbolem narodowym (szczególnie dla szkockiej diaspory), a jego dzień jest bardziej celebrowany niż dzień Św. Andrzeja!

Stoisko w Tesco. Tradycja, tradycją - biznes, biznesem 😉

Właśnie dzisiaj Szkoci w wielu miejscach na świecie zbierają się, słuchają jego poezji, jedząc, przy dźwięku dud, uroczysty obiad. Głównym daniem jest oczywiście haggis z tłuczonymi ziemniakami 🙂
To wszystko jest zalewane dużą ilością whisky, wypijanej przy okazji licznych mów i toastów.
Tradycja wieczorów burnsowskich sięga korzeniami XVIII wieku. Pielęgnują ją zarówno organizacje masońskie jak i setki zwykłych Szkotów.
Przyznam, że nie udało mi się znaleźć, publicznie dostępnego wieczorku Burnsa – być może te święto jest obchodzone w bardziej zamkniętych grupach.