Archiwa tagu: live style

kran brytyjski

Aberdeen zimową porą

kran brytyjski
Foto: Wikipedia.

No i zima zagościła w Aberdeen na dobre. Przyznam, że dla mnie troszkę niespodziewanie. Jest trochę mrozu i nawet trochę śniegu ocalało. W domu chłodno (ciężko ogrzać szkockie budynki – natychmiast skaczą do góry rachunki), więc w taka pogodę nie ma to jak gorący prysznic. Niestety i to czasem jest trudno dostępnym luksusem. W wielu domach są stare instalacje wodne, powszechne kłopoty z ciśnieniem oraz często niewydajne bojlery.
Czytaj dalej Aberdeen zimową porą

Znać język Szekspira to być, albo nie być

Udostępnij

„Oczywistych oczywistości” pisać nie zamierzam. Bez znajomości języka tubylców (choćby minimalnej) człowiek jest obywatelem IV kategorii. Spora część Polaków z zacięciem godnym lepszej sprawy swój angielski sprowadza do pięciu zwrotów: hello, tea time, tea time! TEA TIME!!, bye.
Dlaczego tak się dzieje? Oto jest pytanie….

Sodoma, Gomorra i Aberdeen czyli tańce, hulanki swoboda

Wiecie jaki jest ulubiony sport Szkotów*)? Golf? Zła odpowiedź! Higland Games? Zła odpowiedź! Ulubionym szkockim sportem jest uwalenie się do nieprzytomności 🙂 Bo przecież nie ma nic fajniejszego niż schlać się w piątkowy wieczór, wygenerować fraktala (albo i dwa :D), wyspać się w rynsztoku, by nad ranem otrząsnąć się i pójść śpiewając do domu. Oczywiście tylko po to, żeby przygotować się do powtórki w wieczór sobotni 🙂
A jak się jest prawdziwym twardzielem to można spróbować przedłużyć ten maraton o wieczór poniedziałkowy, a nawet wtorkowy (ciekawe, że ich z pracy nie powywalają). Z moich obserwacji wynika, że ten szkocki zwyczaj natychmiastowo został zaadoptowany przez przerażająco dużą część Polonii. Ciekawe dlaczego? 😛

Jeśli chcecie poczuć się jak biblijny Lot, wyjdźcie na miasto w piątkowy wieczór. Spotkacie hordy naprutych i naćpanych tubylców (dzielnie wspieranych przez przyjezdnych wszelkiej narodowości) wykorzystujących główną ulicę do wszelkich możliwych czynności fizjologicznych (zgodnie z zasadą: Homo sum; humani nil a me alienum puto :P). Po wszystkim zostają tylko góry śmieci (no i ludzie w rynsztokach**) ;)) pracowicie usuwane przez służby miejskie każdego następnego ranka.


*) Wiem, wiem – nie wszystkich (na szczęście). Zamiast się spinać, przestań traktować wszystko co czytasz na tym blogu na serio 🙂
**) Fakt autentyczny, idąc do pracy w sobotę, znalazłem jednego śpiącego w rynsztoku praktycznie w samym centrum miasta.