Archiwa tagu: Polonia

„Patriotyczne” gadżety

Udostępnij

Kubek jako narzędzie domowej propagandy.

W Aberdeen jest kilka tzw. polskich sklepów. W ostatnim czasie pojawiły się w nich „polskie” gadżety. Kubki (nawet całkiem fajne), garnuszki, popielniczki i tego typu ustrojstwa… w oczywiście wszystko w kolorach biało-czerwonych z wyeksponowanym orłem białym.

Jednym słowem mocny akcent dla każdego przywiązanego do narodowych symboli 😉 w nowomowie dla faszysty.

Nie jestem wielkim entuzjastą umieszczania takich symboli na rzeczach powszechnego użytku, jednak doceniam walory promocyjne takiego rozwiązania. Cały mój wątły entuzjazm uleciał, gdy zobaczyłem popielniczkę. Projektant wspiął się na szczyty bezmyślności i nasze symbole umieścił na samym dnie, powodując, że każdy jej użytkownik, będzie kiepował swoje śmierdzące pety dokładnie na naszym godle.

Świadomość społeczna związana z godnym traktowaniem symboli jest niestety zastraszająco niska… jestem ciekaw ilu z emigrantów kupi wymienioną popielniczkę i będzie jej z dumą używało?

Delfiny i wojna polsko-polska

Udostępnij

Dziś wziąłem udział w bardzo ciekawym wydarzeniu zorganizowanym w siedzibie SEPA. Miało one charakter krótkich prezentacji dotyczących programów i projektów związanych z regeneracją wybrzeża.
Na koniec zostaliśmy zaproszeni na krótki spacer do pozostałości po starym forcie (tzw. Torry battery) strzegącego kiedyś wejścia do portu.

W trakcie rozmowy o walorach przyrodniczych tego miejsca (oczywiście musiałem się pochwalić, że publikowałem już posty z zdjęciami fok i kormoranów :)), skonstatowałem że byłem wielokrotnie w tym miejscu, ale nigdy nie udało mi się zobaczyć delfinów.

Pięć minut później do ujścia portu wpłynęło małe stadko (ok. czterech, może sześciu osobników)… delfinów.
Ssaki te naprawdę mają w sobie coś niezwykłego. Przy każdym pojawieniu się delfina na powierzchni, grupa wydawała z siebie pomruk radosnego zadowolenia. Myślę, że moglibyśmy nawet wiwatować, gdyby tylko jakiś zechciał wyskoczyć w powietrze 😀
Natychmiast spróbowałem wykonać kilka fotografii. Mizerne efekty możecie zobaczyć poniżej (cóż, moja komórka to nie aparat… czas reakcji ma znacznie dłuższy niż czas jaki delfin przebywa na powierzchni)

Wejście do portu. Poniżej z innego podobnego zdjęcia wykadrowałem delfina.
Delfin w naturze.

Niestety radość z bliskiego spotkania z delfinami została zepsuta w chwili gdy dotarliśmy do Torry battery:

Oprócz tego napisu, w oczy rzucał się jeszcze inny, demaskujący rzekomy zawód Panny Kamili.

Język w jakim wykonano napis natychmiast został rozpoznany. Podszedł do mnie profesor lokalnego uniwersytetu z prośbą o tłumaczenie… i nie był on jedyną osobą, która tego dnia zapytała mnie o znaczenie tych słów…
Komentować tego nie muszę. Na pewno, każdy z Czytelników wnioski wyciągnie samodzielnie.