Archiwa tagu: Szkocja

Wszystko co zawdzięczamy Szkotom

Udostępnij

Pewnego dnia, w mojej szkole językowej, spotkałem sympatycznego, starszego Pana.
Szkota, o zachowaniu i ubiorze gentlemana. Przyprowadził swoją wnuczkę na zajęcia języka polskiego.

Ponieważ, biuro było jeszcze zamknięte, szybko nawiązaliśmy konwersację… która błyskawicznie zmieniła się w monolog (choć bardzo ciekawy, przyznam). Starszy Pan, okazał się bowiem dumnym, szkockim patriotą, który tego dnia postanowił wymienić mi, wszystkie rzeczy, które Świat zawdzięcza Szkotom 🙂

Z szybkością strzelającego karabinu maszynowego, wyrzucał z siebie kolejne nazwiska, fakty, daty:
Czy Pan wie, kto wynalazł telefon? Szkot proszę Pana! Niejaki Alexander Graham Bell, a fax? Wszyscy proszę Pana używają czasem faxu. Szkot proszę Pana, Alexander Bain się nazywał.
Znaczki pocztowe! James Chalmers. Opony! Szkot, John Boyd Dunlop. Rower! Szkot: Kirkpatrick Macmillan. Zapałki! Szkot, Issac Holden. Zamrażarka! Szkot, Wiliam Cullen. Lubi Pan telewizję? Proszę pamiętać, kto ją wynalazł. Szkot oczywiście: John Logie Baird.
Eko-no-mia, proszę Pana, nowoczesna ekonomia! Kto? Adam Smith. Bank centralny, angielski bank centralny – kto wymyślił, oczywiście, że Szkot! Wiliam Paterson! Dalej proszę Pana! Bankomat – Szkot, John Sherpherd-Barron. Banknoty? Szkot: John Law.
Czy Pan wie, co to malaria jest? A wie Pan kto wynalazł lekarstwo na malarie? Szkot proszę Pana, oczywiście że Szkot. George Cleghorn. Penicylina – Alexander Fleming. Kim on był? Oczywiście, że Szkotem.
Silnik parowy, jak wyglądał by świat, bez silnika parowego. Kto go stworzył, Szkoci proszę pana, Szkoci: James Watt i William Murdock.
A statek parowy? Tak proszę Pana, ma Pan rację, Szkoci: Patrick Miller i William Symington

Lista była bardzo długa 🙂 Odkrycia obejmowały naprawdę wiele dziedzin życia, nie wspominając już o takich wynalazkach jak tartan, golf i dobra wóda 😉
Niesamowite, nieprawdaż?

Invented in Scotland: Scottish Ingenuity and Invention Throughout the Ages
Wynalezione w Szkocji. Szkocka pomysłowość i inwencja w ciągu wieków.

Oczywiście, nie byłem wstanie zapamiętać tego wszystkiego, a nawet powoli zapomniałem o tym spotkaniu… aż natknąłem się na książkę „Invented in Scotland: Scottish Ingenuity and Invention Throughout the Ages„.
Książeczka w cenie 12.99 funtów opisuje najważniejsze szkockie wynalazki, wynalazców, poetów, filozofów oraz osiągnięcia ich kultury.

Każdy kto ja przejrzy, za każdym razem gdy usłyszy jeden ze stereotypów o głupich i nieokrzesanych szkockich góralach… popuka się po prostu w czoło.

Jaki z tego morał? Przecież my również mamy odkrywców, innowatorów, dowódców, myślicieli oraz polityków. Całe rzesze rozsądnych i dzielnych ludzi, którzy mieli ogromny wkład w to co dziś nazywamy nowoczesnym światem.
Różnica jest taka, że oni potrafią się nimi pochwalić w sposób rozsądny i efektywny, a my o nich zapominamy.

To nie komiksy o bluzgającym Chopinie powinny nas promować. Jeśli mamy wydawać pieniądze, wydajmy je mądrze.
Czy spotkałeś się kiedyś, Drogi Czytelniku z książeczką o naszych dokonaniach wydaną w kilkunastu językach (w tym również po polsku… bo większość z nas nie ma pojęcia o naszych osiągnięciach)? Dostępną w każdej ambasadzie? W każdym polskim sklepiku z pamiątkami? W każdym miejscu w Polsce gdzie pojawiają się zagraniczni turyści? Na każdych zagranicznych targach, festiwalach kultury? Książeczkę, która byłaby prezentem wręczanym przy każdej okazji: dyplomatom, artystom, pisarzom, managerom zainteresowanym inwestycjami w naszym kraju, aktorom… generalnie każdemu liderowi opinii, który jest wstanie przeczytać ze zrozumieniem tekst dłuższy niż strona A4.
Książeczkę którą moglibyśmy podarować naszym zagranicznym przyjaciołom?

Znasz taką? 🙂

Multimedialny kawałek szkockiej tożsamości ;)

Udostępnij

Tradycja wojskowa to coś, z czego Szkoci są bardzo dumni. Sądzę, że jest to istotny element ich pamięci zbiorowej.
Jako, że wojsko szkockie pozbawione dźwięków dud traci swoje walory ;), dziś zapraszam do zapoznania się z dwoma videoclipami.

Scotland the Brave – to jeden z najważniejszych szkockich, patriotycznych utworów muzycznych. Pierwsza aranżacja w wykonaniu The Band of the Royal Regiment of Scotland (pierwsza piosenka, tytuły innych znajdziecie w opisie pliku na youtube).
Drugie video to ten sam utwór, zilustrowany ciekawymi historycznymi obrazami i zdjęciami.

Przyznajcie się: jak Wam się podoba taka muzyka?

Smacznego 😉

Fuka! :)

Udostępnij

Jak to mówią nasi południowi sąsiedzi: „fúka”! Jednym słowem jest wietrznie.
A to oznacza, że w powietrzu lata wszystko, co tylko może się oderwać od ziemi (i oczywiście jest stosunkowo lekkie): gałązki, torby, liście, śmieci, piasek 🙂
Najśmieszniejsze, jest to, że świeci wspaniałe słońce. Spacer jednakże nie jest najlepszym pomysłem. Oczy natychmiast zostaną zatkane toną pyłu. Może się też zdarzyć, że cudem unikniemy śmierci uchylając się w porę przed lecącą w powietrzu… połamaną parasolką 😀

Z cytatów na dziś:
„Bloody bits of tree everywhere!”

Podróżując po Szkocji

Udostępnij

Na prośbę Czytelników, dziś chciałbym podzielić się swoimi doświadczeniami związanymi z podróżowaniem po Szkocji. Post ten na pewno nie będzie przewodnikiem na miarę Pascala, ale mam nadzieję, że znajdziecie w nim kilka ciekawych informacji i pomysłów *).

W przestworzach.

Jak dotrzeć do Szkocji?
Najlepiej samolotem 🙂 Autem oczywiście też można, ale jeśli podróżuje się w celach turystycznych, najczęściej się to nie opłaca. Osobiście korzystam z tzw. „tanich linii” lotniczych: Ryanair i EasyJet. Niektórzy moi znajomi korzystają również z Wizzair’a.
Linie te zapewniają wygodną komunikacje ze Szkocją. Dla przykładu samoloty Ryanair latają z lotnisk w Bydgoszczy, Gdańsku, Katowicach, Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu oraz Łodzi. Jeśli się nie mylę, dla wszystkich tanich linii lotniczych, lotniskami docelowymi są lotniska w Glasgow i Edynburgu.
Oczywiście, jeśli masz ochotę dolecieć do innego miasta (np. Aberdeen), to możesz to zrobić, ale koszt takiego połączenia będzie odpowiednio wyższy (szczególnie na lotniskach obsługujących przemysł naftowy – ze względu na opłaty lotniskowe).
Ceny biletów to sprawa, prawdopodobnie, powszechnie znana: zależy od szacowanego popytu. Jednego dnia możesz kupić bilet w promocyjnej cenie, następnego zapłacisz za ten sam lot nawet kilkaset złotych więcej. Kupując bilet pamiętaj, że tanie linie dodają różnego rodzaju opłaty manipulacyjne, więc cena końcowa zawsze jest wyższa, od tej podawanej na ekranie startowym 🙂

Jestem już w Szkocji – jak mam się tutaj poruszać?
Mówię szczerze: nie mam na tym obszarze zbyt wielu doświadczeń, ponieważ większość czasu spędzam w Aberdeen. Jeśli nie boisz się jazdy po lewej stronie drogi, możesz wynająć auto (choć to dość kosztowna zabawa). Osobiście korzystam z połączeń autobusowych, choć część moich znajomych polecała pociągi. Ciekawostką jest fakt, że cena biletów, na trasach międzymiastowych nie jest stała. Tak jak w przypadku linii lotniczych zmienia się w zależności od popytu i podaży. Osobiście korzystam z firmy Megabus.
Jedno jest pewne: firmy autobusowe są znacznie lepiej zorganizowane niż w Polsce. Bilety rezerwuję zawsze przez Internet (w mniejszych miejscowościach może nie być kasy biletowej). Jadąc np. z Aberdeen do Edynburga wykupuję bilet na podróż. Przewoźnicy, sami między sobą, uzgadniają jakie konkretne firmy zapewnią transport (na dłuższych trasach zdarzają się przesiadki). O przesiadkach pasażerowie są informowania przed rozpoczęciem podróży oraz w momencie przybycia na dworzec przesiadkowy. Na takim dworcu zawsze jest pracownik firmy przewozowej, który organizuje ruch i który jest od tego, aby wskazać podróżnym właściwy autobus. Autobusy są czyste, bagaże przewożone są w luku bagażowym.

A może apartament?

Gdzie mogę zamieszkać?
Najlepiej u znajomego, który ma mieszkanie i może wynająć Ci pokój z dostępem do kuchni i łazienki. To opcja zdecydowanie najtańsza (cena rynkowa około 300-350 funtów na miesiąc) i najwygodniejsza. Nie wiem jak wyglądają możliwości wynajmu w mniejszych miejscowościach, ale w większych wynajęcie pokoju w prywatnym mieszkaniu na krótki okres jest bardzo trudne.
Hotele są dosyć drogie (kilkadziesiąt funtów za osobę, za noc). W Szkocji popularną ofertą jest bed&breakfast czyli nocleg z zapewnionym śniadaniem (ceny ok. 40-60 funtów za osobę) Jakość bywa bardzo różna: zdarzają się hoteliki z przyjemnymi pokojami (z własną łazienką) i porannym posiłkiem, są też takie nie zasługujące na miano klitki z wliczonym w cenę czymś, co zagwarantuje Ci poranny szok kulturowy (Brytyjczycy nazywają to śniadaniem).

Widoki z okien apartamentu mogą być dodatkową atrakcją.

Jeśli przyjeżdżasz na kilka dni do większego miasta, szczerze polecam wynajęcie apartamentu.
Zalet takiego rozwiązania jest kilka:
– masz do własnej dyspozycji przestronne, ładnie urządzone mieszkanie z pełni wyposażoną kuchnią, łazienką, pokojem dziennym i sypialnią/sypialniami,
– poczucie niezależności i ogólnie rozumianą swobodę,
– najczęściej dogodną lokalizacje – np. na starówce,
– oferta może być bardzo atrakcyjna cenowo. Dla przykładu, za dwuosobowy apartament położony dokładnie w samym centrum starego Edynburga, za trzy noce, zapłaciłem 255 funtów. Jeśli podróżujesz w większej ekipie, cena większego apartamentu, w przeliczeniu „na głowę” może wyjść jeszcze korzystniej (zestawcie to z kosztami typowego bed&breakfast).

Nocna panorama Edynburga. Prosto z okna w kuchni.

Czym mam się żywić?
Zabrałem kiedyś swoją Kobietę (w ramach eksperymentu) na tradycyjny brytyjski fast food zwany chips&fish. I musiałem ją za to przeprosić (dostaliśmy rybę panierowaną w głębokim oleju, wsadzoną w suchą, tostową bułę, do tego paskudne frytki polane… octem). Na szczęście przyjęła moje przeprosiny 🙂

Innymi słowy, tradycyjną kuchnię brytyjską polecam osobnikom zdesperowanym lub praktykującym masochistom 🙂

Jeśli masz dostęp do kuchni i posiadasz zdolności kulinarne, nie powinno być kłopotu. Sprawunki możesz zrobić, w którymś z supermarketów. W Tesco zakupy na tydzień, dla dwóch osób można zrobić za ok. 50 funtów.

Nie masz dostępu do kuchni? Pozostają restauracje. Ceny? Różne. Do wyboru, do koloru. Jeśli ktoś lubi odżywiać się mięsem (pamiętacie manifest roślinożerców?), może to odczuć finansowo… Stek może kosztować tyle samo, ile cały obiad bezmięsny 🙂
Z tego powodu polecam restauracje meksykańskie: porcje są zwykle duże, ceny umiarkowane, wiele pozycji w menu zawiera mięso i warzywa (surówki, sałatki itd). Niestety/stety wszystko jest na ostro 🙂

Martwię się o mój angielski…
Martw się, jeśli chcesz prowadzić w tym języku dysputy teologiczne. Jeśli chcesz się w miarę swobodnie poruszać, wystarczy język na poziomie komunikatywnym (dużo zależy od stopnia Twojej asertywności i regionu do jakiego jedziesz). Mówisz dobrze po angielsku? OK, Szkoci będą Cię dobrze rozumieć. Ty ich niekoniecznie 😀 Głównym powodem jest specyficzny akcent… którego możesz nie zdążyć się nauczyć w ciągu kilku dni 🙂

Inna sprawa, że w niektórych regionach (szczególnie na zachodzie i północy Szkocji) możesz trafić na ludzi, w kontaktach z którymi angielski będzie nieprzydatny. Gaelic rządzi! 😀

Podsumowując: Szkoci są bardzo miłym i życzliwym narodem. Będąc turystą możesz liczyć na bezinteresowną pomoc i uśmiech.

To by było na tyle spostrzeżeń związanych z podróżowaniem po Szkocji. Mam nadzieję, że zawarte w tym poście informacje pomogą Wam zdecydować się na odwiedzenie tego pięknego kraju. Jeśli macie jakieś pytania lub sugestie, zapraszam do podzielenia się nimi w komentarzach.

Wszystkie dane mają charakter orientacyjny, a z zawartych tutaj informacji korzystacie na własną odpowiedzialność.

Tartan czyli szkocka krata

Udostępnij

Przykłady szkockiego tartanu. Źródło: Wikipedia.

Tartan klanowy, który często nazywamy szkocką kratą, jest wełnianą tkaniną o charakterystycznym wzorze: zwykle symetrycznej kracie stworzonej za pomocą pasów o różnej szerokości i barwie.

Dziś opowiem Wam o jednym z najważniejszych elementów szkockiej kultury. Opowieść ta będzie podróżą w czasie: będziemy obserwować niesamowite zjawisko ewoluujące od czasów prehistorycznych po współczesność.
Myślę, że tartan dla Szkotów znaczy coś więcej niż tylko materiał. To symbol ich przynależności oraz element trwale integrujący świadomość zbiorową.
Zaczynajmy 🙂

Co znaczyło słowo tartan? Zależy kiedy 🙂 Znaczenie zmieniało się przez stulecia i pierwotnie referowało do stroju, który nosił góral. Dopiero w czasach późniejszych zaczęło być powiązane z wzorem, miejscem pochodzenia czy też pokrewieństwem. Samo słowo tartan prawdopodobnie pochodzi od francuskiego słowa tiretaine lub tertaine, które opisują grubą mieszankę lnu i wełny znaną jako linsey-woolsey.
Przyznać muszę, że ta teoria nie znajduje powszechnej akceptacji (no bo jakże to, szkocki tartan od Francuzów? 😉 ).
Niektórzy wywodzą te słowo z języka Gaelic (choć nie jest to wsparte przez źródła): tuar (kolor), tan (obszar). Ta koncepcja wspiera się na teorii, że regiony miały indywidualne tartany, zanim klany szkockie opracowały własne.

Pewne stare źródło zwane Senchus Mor, opisujące system prawny starożytnych Celtów, sugeruje co mogłoby być pierwotnym celem tartanu. Informuje ono, że Celtowie używali pasków do oznaczenia rangi, dla przykładu: 7 pasków przeznaczone było dla króla, 6 dla druida i odpowiednio mniej dla każdego, kto stał niżej w hierarchii. Kolor pasków również był nie bez znaczenia… i to prawdopodobnie zainspirowało do stworzenia tkaniny jaką dziś znamy pod nazwą tartanu.

Góralka, w tradycyjnym kobiecym stroju zwanym arisaid. Na zdjęciu tartan Sinclair.

Jedno jest pewne: ten charakterystyczny splot, krata utworzona z krzyżujących się pasów przebiegających w takim samym porządku zarówno wzdłuż osnowy jak i wątku, obecna była, od czasów prehistorycznych w wielu kulturach. Przetrwała w takiej formie tylko w Szkocji – dzięki odizolowaniu obszaru Highlandów i powiązaniu jej z poczuciem przynależności.

Pierwszy zachowany egzemplarz tartanu znany jest jako wzór z Falkirk (ang. Falkirk sett) i pochodzi z… III wieku naszej ery! Ten brązowy tartan został zachowany niejako przypadkiem. Został potraktowany jako gałganek, szmatka do zatkania glinianego dzbanka… pełnego srebrnych monet 🙂

Bitwa pod Culloden rozegrana w 1746 roku. Powstańcy jakobiccy mają na sobie różne rodzaje tartanów.

Tartan klanowy dziś, kojarzy nam się z barwną tkaniną. Początkowo jednak kolory były bardzo skromne: używano różnych odcieni brązu, bieli i zieleni. Dopiero później produkującym je ludziom udało się wprowadzić bardziej skomplikowane barwniki. Tartany do XVIII wieku nie miały określonych wzorów, a na ich odmienność wpływała lokalna dostępność barwników (a więc tylko na karb bujnej wyobraźni twórców, położyć można scenę z filmu „Waleczne Serce”, gdzie William Wallace biega po górach z tartanem klanowym swojej wybranki). Tkany był przez kobiety w na domowych krosnach, a jego jakość zaskakiwała podróżników i mocno kontrastowała z trudną sytuacją ludności (gdzie wielu żyło na granicy ubóstwa).

Strój który prawdopodobnie należał do Sir Johna Hynde Cottona, który był prominentnym angielskim jakobitą i członkiem parlamentu. Strój ten kupił prawdopodobnie w czasie swojej wizyty w Edynburgu w 1744 roku.

Tartan noszony był na kilka sposobów: jako pled przerzucony przez lewe ramię (dlaczego przez lewe? no bo w prawej trzymano broń i nic nie mogło krępować jej ruchów), spodnie lub kilt (o kiltach opowiem innym razem).

Z czasem wzorów tartanów było coraz więcej, szkockie kraty stawały się coraz bardziej kolorowe, zwiększała się również ilość ich zastosowań. Pojawiły się tartany klanów, jedne rodzaje krat stosowano na codzień, inne tylko od święta. Stworzono specjalne tartany wojenne, tartany regionalne i wreszcie tarany kobiece.

Tartan został zromantyzowany i zapisał się na stałe w szkockiej kulturze jako element identyfikacji narodowej w trakcie dwóch powstań jakobickich (o tym co zrobiono z niektórymi powstańcami przeczytacie tutaj).

Black Watch tartan.

Niestety dla Szkotów były to powstania przegrane. Zostali oni zmasakrowani w bitwie pod Culloden w wyniku, której upadło ostatnie powstanie jakobickie. Rozpoczął się czarny okres w historii Szkocji. Dowódca Anglików Cumberland zasłużył sobie na przydomek „rzeźnika Szkotów” wymordowaniem jeńców i rannych wziętych pod Culloden (ogółem pojmano 3470 Szkotów, z tego: 120 stracono w wyniku tortur, 88 zmarło w więzieniach, 936 deportowano do kolonii, wygnano 222). Anglicy zajmowali majątki, niszczyli wsie, zabijali ich mieszkańców.
Brutalne represje zostały usankcjonowane aktem parlamentu z 1746: zakazano używania języka gaelickiego, posiadania broni, zlikwidowano system klanowy, zakazano gry na dudach, używania tartanu oraz noszenia kiltu.
Konsekwencje łamania postanowień aktu były bardzo surowe: np. za założenie kiltu groziło 6 miesięcy aresztu. Jeśli złapano kogoś ponownie w kilcie zsyłano go do koloni na okres siedmiu lat!
Jednym wyjątkiem od tej ustawy był pułk Black Watch, któremu pozwolono zachować tartan i tradycyjne umundurowanie. Drakońskie prawo wygasło w roku 1782.

Tartanowe wdzianko z epoki, prawda, że wdzięczne?

Renesans tartanu wydaje się być zasługą szkockiego pisarza Waltera Scotta (oraz organizacji takich jak Highland Society of London), który wypromował bardzo romantyczną wizję Highlandów. Zainteresowanie tartanami było ogromne.
Niestety po latach prześladowania szkockiej kultury… nie bardzo było wiadomo jak te tartany powinny wyglądać. Oczywiście, niektóre wzory przetrwały (w postaci skrawków materiału lub zachowane na obrazach), ale wielka ich liczba nie. Oczywiście, nikt się do tego głośno nie przyznaje, ale wydaje się, że spora część wzorów taranów została… wymyślona w tym czasie na nowo 🙂

Fragment tartanu z kiltu ślicznego Księcia Karolka, który prawdopodobnie miał na sobie w trakcie ucieczki z bitwy pod Culloden.

Jako smaczek dodam, że w XIX wieku w Paryżu pojawili się bracia John i Charles Hay Allen podający się za wnuków ostatniego ze Stuartów – Księcia Karola. Niestety, zamiast zweryfikować tożsamość oszustów, zaproszono ich do Edynburga, gdzie wkrótce zmienili nazwisko na Sobieski-Stuart (no tak, tak Książę Karol to prawnuk naszego króla Jana III Sobieskiego). Sama historia byłaby nielada ciekawostką, ale Panowie postanowili iść na całość: opublikowali książkę „Vestarium Scoticum” w której, jak twierdzili zawarli ponad 70 tartanów… sprzed 300 lat 🙂
Dodam, że ok. 30 tartanów tam opisanych… jest w użyciu do dziś 😀

Dwie próbki tartanu, co do których istnieje domniemanie, że pochodzą z kiltu Księcia Karola Edwarda, zwanego śliczny Książę Karolek, prawnuka Jana III Sobieskiego.

Instytucją współcześnie odpowiedzialną za heroldie w Szkocji jest Trybunał Lorda Lwa (ang. The Court of Lord Lyon), urząd ten zajmuje się rejestracją nowych herbów, godeł, tartanów i flag, przestrzeganiem prawidłowego używania i przedstawiania istniejących oraz nadzorowaniem uroczystości oficjalnych.
Istnieją również organizacje (takie jak: Światowy Rejestr Szkockich Tartanów lub oficjalny Rejestr Tartanów), które zajmują się rejestrowaniem nowych wzorów.

Tartany są wszędzie: są obecne na renomowanych wybiegach, używane są na codzień przez ludzi na całym świecie (dodam, że i sam Autor od czasów podstawówki chodzi w koszulach w szkocką kratę 😉 ), swoje tartany mają regiony, oddziały wojskowe, klany, a nawet firmy 🙂

Polski tartan.

Dzisiejszą opowieść chciałbym zakończyć bardzo miłym dla nas, Polaków akcentem. Z uwagi na historyczne związki pomiędzy naszymi narodami, Szkoci w darze dla narodu polskiego, stworzyli polski tartan. Tartan ten przeznaczony jest dla użytku dla Polaków z całego świata. Został on zarejestrowany pod numerem 3156 i został zatwierdzony przez polskiego konsula generalnego.
Jak Wam się podoba ten niezwykły i bardzo ciepły prezent? 🙂

Piktowie – malowani wojownicy

Udostępnij

Piktyjski kamień z Aberlemno. Źródło: Wikipedia.

Piktowie, nieco tajemniczy lud (prawdopodobnie celtycki) zamieszkujący niegdyś tereny dzisiejszej Szkocji. Rzymianie nazywali ich picti (łac. malowani) ze względu do zamiłowania na tatuowanie i malowanie swoich ciał.
Po Piktach nie zostało wiele: nieco rzymskich i anglosaskich przekazów, lista ich królów spisana w Średniowieczu oraz całe mnóstwo kamieni pokrytych tajemniczymi znakami.

Dlaczego dzisiaj piszę o Piktach? Wracając z Edynburga przesiadałem się w Dundee. Na dworcu wpadła mi w ręce ulotka „PICTAVIA – the land of Picts” reklamująca pewne muzeum. A w niej zobaczyłem obrazek z alfabetem ogamicznym, które to miało zostać znalezione na wielu piktyjskich kamieniach.

Zaraz, zaraz, pomyślałem – coś mi tu nie gra – jakiś czas temu widziałem news w archeowieściach. Wojciecha Pastuszka donosił o brytyjskich naukowcach, którzy proponują uznać znaki ryte na kamieniach (m.in. te właśnie zygzaki, dyski i węże) za pismo Piktów. Specjalistą od wymarłych języków nie jestem, więc nie wiem jak (i czy) zapisywali swój język. Może po prostu używali pisma ogamicznego i swoich własnych symboli?

Jedno jest pewne. Byli dzielnymi wojownikami, którzy oparli się rzymskiej potędze. Wiemy, że byli świetnymi metalurgami, rzemieślnikami oraz zajmowali się również szeroko pojmowaną sztuką. Ich organizacja społeczna stała na wysokim poziomie. Około V w.n.e. zostali schrystianizowani przez Kolumba i Niniana obwołanych później świętymi katolickimi.
W 843 roku stworzyli ze Szkotami Królestwo Alby (łac. Scotia) i… ślad po nich zaginął.

Dzień Świętego Andrzeja

Udostępnij

Flaga Szkocji, tzw.: Saltire. Biały krzyż Świętego Andrzeja na błękitnym tle.

Dziś mamy 30 listopada. Dzień patrona Szkocji. Jeśli pozwolicie, opowiem Wam nieco makabryczną historię o tym jak dzień Świętego Andrzeja stał się szkockim świętem 🙂

Dawno, dawno temu, w pierwszym wieku naszej ery żył pewien mnich. Nazywał się Regulus. Pewnego dnia otrzymał polecenie od anioła, aby zebrać szczątki Andrzeja – apostoła i przenieść je na koniec świata.
Regulus starał się z pewnością zebrać wszystkie szczątki, ale udało mu się zabrać z grobu jedynie ząb, rzepkę, kość przedramienia i trzy palce.

Rampant Lion - szkocka królewska flaga urzędowa.

Przypadkiem dotarł do Szkocji, do Kilrimont gdzie zdeponował szczątki. Z tej okazji miejscowość otrzymała nową nazwę Saint Andrews.
W 736 roku król Piktów Angus MacFergus obwołał Andrzeja Apostoła patronem Szkocji.

W czasie bitwy z wojskami Northumbrii król Angus modlił się do Św. Andrzeja o wsparcie. Nagle na błękitnym niebie ukazał się krzyż z białych chmur. Piktowie zinterpretowali to jako znak przepowiadający zwycięstwo. Po wygranej bitwie umieścili krzyż na swojej fladze.

Lew na wybiegu.

Skoro jesteśmy przy flagach to chciałbym krótko o Rampant Lion. Jest to szkocka królewska flaga, która bywa traktowana na równi z Saltire. Niezgodnie z prawem 🙂 Aktem z 1672 roku flaga ta jest zastrzeżona dla ściśle określonych wysokich urzędników państwowych. Używanie jej przez osoby nieupoważnione (jak na przykład na zdjęciu powyżej) jest łamaniem prawa i traktowane jako uzurpacja.

A skoro już jesteśmy przy szczątkach, rozczłonkowywaniu i relikwiach, chciałbym zaproponować Wam piosnkę Jacka Kaczmarskiego pt. „Przyczynek do legendy o Św. Jerzym”.

Smacznego 🙂

Czy wszyscy Brytyjczycy są Anglikami?

Udostępnij

Polska jest państwem unitarnym i w dodatku bardzo homogenicznym co często sprawia, że Polacy mylą lub też zawężają niektóre pojęcia.

Dla przykładu wielu z nas nie widzi różnicy pomiędzy wyrażeniami: „kraj” i „państwo”. Dostrzegam to w rozmowach: gdy informuję, że obecnie przebywam w Zjednoczonym Królestwie interlokutorzy nierzadko sądzą, że znalazłem się w Anglii.

Brytyjska flaga zbudowana jest z elementów flag krajów wchodzących w skład Królestwa. Obrazek:Wikipedia, GNU.

Tymczasem, Zjednoczone Królestwo jest państwem składającym się z m.in. z krajów: Anglii, Walii i Szkocji. Przebywając w Szkocji znajduję się na terenie Zjednoczonego Królestwa, państwa które obejmuje swoim zasięgiem kilka krajów.
Gdyby nie rozróżniać tych pojęć, stwierdzenie, że każdy Brytyjczyk to Anglik byłoby poprawne. Znam wielu Szkotów, którzy obraziliby się o to śmiertelnie 🙂

Innym przykładem jest Baskonia – Kraj Basków znajdujący się w Królestwie Hiszpanii. Pomimo sporej autonomii, w kraju tym władzę sprawują organy państwa hiszpańskiego.

To czy kraje takie jak Szkocja czy też Baskonia będą kiedyś dysponowały własną państwowością zależy od wielu czynników (że wymienię kilka: ambicje mieszkańców, sytuacja międzynarodowa, sytuacja ekonomiczna itp.).
Zauważyć należy, że własna państwowość bywa sprawą drugorzędną dla stabilnego rozwoju i dobrobytu krajów.

Te dywagacje chciałbym zakończyć małym spostrzeżeniem z naszego podwórka: wydaje mi się, że w naszej, polskiej dyskusji publicznej nie odpowiedzieliśmy sobie na pytania: po co nam własne państwo? Jakie cele ma realizować? Jakim wartościom ma służyć?
Według mnie bez określenia celów, bez wybrania metod ich osiągnięcia rezultat pozostawiamy wynikiem działania przypadku – co daje mierne efekty – a to niestety możemy stwierdzić post factum.

Swoją drogą, czy takie rozważania nie są aby musztardą po obiedzie?

Lubicie dźwięk kobzy?

Udostępnij

No cóż, pewnie nie 🙂 Zakochać się w nim można dopiero, kiedy gra kilkanaście kobz na raz.
Szczególnie, jeśli znajdują się rękach specjalistów z zespołu wojskowego The Gordon Highlanders.
O jednostce i jej związkach z Aberdeen opowiem innym razem – dziś zaproponuję tylko obejrzenie i wysłuchanie widowisk w wykonaniu rzeczonego zespołu.

Wersja formalna połączona z prezentacją tańców szkockich:

Show na ulicy:

A na deser… moja ulubiona melodia w wykonaniu 700 (słownie: siedmiuset kobziarzy) w Calgary z 2006 roku:

Smacznego 🙂

Sodoma, Gomorra i Aberdeen czyli tańce, hulanki swoboda

Wiecie jaki jest ulubiony sport Szkotów*)? Golf? Zła odpowiedź! Higland Games? Zła odpowiedź! Ulubionym szkockim sportem jest uwalenie się do nieprzytomności 🙂 Bo przecież nie ma nic fajniejszego niż schlać się w piątkowy wieczór, wygenerować fraktala (albo i dwa :D), wyspać się w rynsztoku, by nad ranem otrząsnąć się i pójść śpiewając do domu. Oczywiście tylko po to, żeby przygotować się do powtórki w wieczór sobotni 🙂
A jak się jest prawdziwym twardzielem to można spróbować przedłużyć ten maraton o wieczór poniedziałkowy, a nawet wtorkowy (ciekawe, że ich z pracy nie powywalają). Z moich obserwacji wynika, że ten szkocki zwyczaj natychmiastowo został zaadoptowany przez przerażająco dużą część Polonii. Ciekawe dlaczego? 😛

Jeśli chcecie poczuć się jak biblijny Lot, wyjdźcie na miasto w piątkowy wieczór. Spotkacie hordy naprutych i naćpanych tubylców (dzielnie wspieranych przez przyjezdnych wszelkiej narodowości) wykorzystujących główną ulicę do wszelkich możliwych czynności fizjologicznych (zgodnie z zasadą: Homo sum; humani nil a me alienum puto :P). Po wszystkim zostają tylko góry śmieci (no i ludzie w rynsztokach**) ;)) pracowicie usuwane przez służby miejskie każdego następnego ranka.


*) Wiem, wiem – nie wszystkich (na szczęście). Zamiast się spinać, przestań traktować wszystko co czytasz na tym blogu na serio 🙂
**) Fakt autentyczny, idąc do pracy w sobotę, znalazłem jednego śpiącego w rynsztoku praktycznie w samym centrum miasta.