Archiwa tagu: tradycja

Pipe Rock!

Udostępnij

Wiecie za co lubię Szkotów? Za ich przywiązanie do tradycji. Nie jest to jednak przywiązanie bezrozumne (w mojej definicji ograniczające rozwój i blokujące różnorodność), a raczej takie dające poczucie tożsamości i dumy.
Nie wyobrażam sobie np. ślubu, ważnej imprezy firmowej lub szkolnej bez widoku Szkotów w kiltach i bez dźwięku dud.
Kto z nas poszedłby na takie wydarzenie ubrany w strój regionalny (dajmy na to: Krakowiaka)?
My ubieramy się już w zunifikowane garnitury, oni pozostali wierni kiltom 🙂

Tradycyjne elementy, o których piszę, nie są dla nich czymś martwym. Oni nie oglądają tego w muzealnych gablotach. Myślę, że jest im to na tyle bliskie, że żyje i ewoluuje razem z nimi.

Słowa te mogę zilustrować dwoma nagraniami… bandu rockowego. Panowie kreatywnie wykorzystali swoje korzenie 🙂
Pierwszy utwór to „We Will Rock You”, drugi „Smoke On The Water and Thunderstruck” wykonane na dudach z perkusją i gitarami elektrycznymi.

Smacznego 🙂

Mały update: Stały Czytelnik donosi, że młodsze pokolenie uznaje chłopaków za „straszną wieś” 🙂 Dzięki Dźwiedź!

Tartan czyli szkocka krata

Udostępnij

Przykłady szkockiego tartanu. Źródło: Wikipedia.

Tartan klanowy, który często nazywamy szkocką kratą, jest wełnianą tkaniną o charakterystycznym wzorze: zwykle symetrycznej kracie stworzonej za pomocą pasów o różnej szerokości i barwie.

Dziś opowiem Wam o jednym z najważniejszych elementów szkockiej kultury. Opowieść ta będzie podróżą w czasie: będziemy obserwować niesamowite zjawisko ewoluujące od czasów prehistorycznych po współczesność.
Myślę, że tartan dla Szkotów znaczy coś więcej niż tylko materiał. To symbol ich przynależności oraz element trwale integrujący świadomość zbiorową.
Zaczynajmy 🙂

Co znaczyło słowo tartan? Zależy kiedy 🙂 Znaczenie zmieniało się przez stulecia i pierwotnie referowało do stroju, który nosił góral. Dopiero w czasach późniejszych zaczęło być powiązane z wzorem, miejscem pochodzenia czy też pokrewieństwem. Samo słowo tartan prawdopodobnie pochodzi od francuskiego słowa tiretaine lub tertaine, które opisują grubą mieszankę lnu i wełny znaną jako linsey-woolsey.
Przyznać muszę, że ta teoria nie znajduje powszechnej akceptacji (no bo jakże to, szkocki tartan od Francuzów? 😉 ).
Niektórzy wywodzą te słowo z języka Gaelic (choć nie jest to wsparte przez źródła): tuar (kolor), tan (obszar). Ta koncepcja wspiera się na teorii, że regiony miały indywidualne tartany, zanim klany szkockie opracowały własne.

Pewne stare źródło zwane Senchus Mor, opisujące system prawny starożytnych Celtów, sugeruje co mogłoby być pierwotnym celem tartanu. Informuje ono, że Celtowie używali pasków do oznaczenia rangi, dla przykładu: 7 pasków przeznaczone było dla króla, 6 dla druida i odpowiednio mniej dla każdego, kto stał niżej w hierarchii. Kolor pasków również był nie bez znaczenia… i to prawdopodobnie zainspirowało do stworzenia tkaniny jaką dziś znamy pod nazwą tartanu.

Góralka, w tradycyjnym kobiecym stroju zwanym arisaid. Na zdjęciu tartan Sinclair.

Jedno jest pewne: ten charakterystyczny splot, krata utworzona z krzyżujących się pasów przebiegających w takim samym porządku zarówno wzdłuż osnowy jak i wątku, obecna była, od czasów prehistorycznych w wielu kulturach. Przetrwała w takiej formie tylko w Szkocji – dzięki odizolowaniu obszaru Highlandów i powiązaniu jej z poczuciem przynależności.

Pierwszy zachowany egzemplarz tartanu znany jest jako wzór z Falkirk (ang. Falkirk sett) i pochodzi z… III wieku naszej ery! Ten brązowy tartan został zachowany niejako przypadkiem. Został potraktowany jako gałganek, szmatka do zatkania glinianego dzbanka… pełnego srebrnych monet 🙂

Bitwa pod Culloden rozegrana w 1746 roku. Powstańcy jakobiccy mają na sobie różne rodzaje tartanów.

Tartan klanowy dziś, kojarzy nam się z barwną tkaniną. Początkowo jednak kolory były bardzo skromne: używano różnych odcieni brązu, bieli i zieleni. Dopiero później produkującym je ludziom udało się wprowadzić bardziej skomplikowane barwniki. Tartany do XVIII wieku nie miały określonych wzorów, a na ich odmienność wpływała lokalna dostępność barwników (a więc tylko na karb bujnej wyobraźni twórców, położyć można scenę z filmu „Waleczne Serce”, gdzie William Wallace biega po górach z tartanem klanowym swojej wybranki). Tkany był przez kobiety w na domowych krosnach, a jego jakość zaskakiwała podróżników i mocno kontrastowała z trudną sytuacją ludności (gdzie wielu żyło na granicy ubóstwa).

Strój który prawdopodobnie należał do Sir Johna Hynde Cottona, który był prominentnym angielskim jakobitą i członkiem parlamentu. Strój ten kupił prawdopodobnie w czasie swojej wizyty w Edynburgu w 1744 roku.

Tartan noszony był na kilka sposobów: jako pled przerzucony przez lewe ramię (dlaczego przez lewe? no bo w prawej trzymano broń i nic nie mogło krępować jej ruchów), spodnie lub kilt (o kiltach opowiem innym razem).

Z czasem wzorów tartanów było coraz więcej, szkockie kraty stawały się coraz bardziej kolorowe, zwiększała się również ilość ich zastosowań. Pojawiły się tartany klanów, jedne rodzaje krat stosowano na codzień, inne tylko od święta. Stworzono specjalne tartany wojenne, tartany regionalne i wreszcie tarany kobiece.

Tartan został zromantyzowany i zapisał się na stałe w szkockiej kulturze jako element identyfikacji narodowej w trakcie dwóch powstań jakobickich (o tym co zrobiono z niektórymi powstańcami przeczytacie tutaj).

Black Watch tartan.

Niestety dla Szkotów były to powstania przegrane. Zostali oni zmasakrowani w bitwie pod Culloden w wyniku, której upadło ostatnie powstanie jakobickie. Rozpoczął się czarny okres w historii Szkocji. Dowódca Anglików Cumberland zasłużył sobie na przydomek „rzeźnika Szkotów” wymordowaniem jeńców i rannych wziętych pod Culloden (ogółem pojmano 3470 Szkotów, z tego: 120 stracono w wyniku tortur, 88 zmarło w więzieniach, 936 deportowano do kolonii, wygnano 222). Anglicy zajmowali majątki, niszczyli wsie, zabijali ich mieszkańców.
Brutalne represje zostały usankcjonowane aktem parlamentu z 1746: zakazano używania języka gaelickiego, posiadania broni, zlikwidowano system klanowy, zakazano gry na dudach, używania tartanu oraz noszenia kiltu.
Konsekwencje łamania postanowień aktu były bardzo surowe: np. za założenie kiltu groziło 6 miesięcy aresztu. Jeśli złapano kogoś ponownie w kilcie zsyłano go do koloni na okres siedmiu lat!
Jednym wyjątkiem od tej ustawy był pułk Black Watch, któremu pozwolono zachować tartan i tradycyjne umundurowanie. Drakońskie prawo wygasło w roku 1782.

Tartanowe wdzianko z epoki, prawda, że wdzięczne?

Renesans tartanu wydaje się być zasługą szkockiego pisarza Waltera Scotta (oraz organizacji takich jak Highland Society of London), który wypromował bardzo romantyczną wizję Highlandów. Zainteresowanie tartanami było ogromne.
Niestety po latach prześladowania szkockiej kultury… nie bardzo było wiadomo jak te tartany powinny wyglądać. Oczywiście, niektóre wzory przetrwały (w postaci skrawków materiału lub zachowane na obrazach), ale wielka ich liczba nie. Oczywiście, nikt się do tego głośno nie przyznaje, ale wydaje się, że spora część wzorów taranów została… wymyślona w tym czasie na nowo 🙂

Fragment tartanu z kiltu ślicznego Księcia Karolka, który prawdopodobnie miał na sobie w trakcie ucieczki z bitwy pod Culloden.

Jako smaczek dodam, że w XIX wieku w Paryżu pojawili się bracia John i Charles Hay Allen podający się za wnuków ostatniego ze Stuartów – Księcia Karola. Niestety, zamiast zweryfikować tożsamość oszustów, zaproszono ich do Edynburga, gdzie wkrótce zmienili nazwisko na Sobieski-Stuart (no tak, tak Książę Karol to prawnuk naszego króla Jana III Sobieskiego). Sama historia byłaby nielada ciekawostką, ale Panowie postanowili iść na całość: opublikowali książkę „Vestarium Scoticum” w której, jak twierdzili zawarli ponad 70 tartanów… sprzed 300 lat 🙂
Dodam, że ok. 30 tartanów tam opisanych… jest w użyciu do dziś 😀

Dwie próbki tartanu, co do których istnieje domniemanie, że pochodzą z kiltu Księcia Karola Edwarda, zwanego śliczny Książę Karolek, prawnuka Jana III Sobieskiego.

Instytucją współcześnie odpowiedzialną za heroldie w Szkocji jest Trybunał Lorda Lwa (ang. The Court of Lord Lyon), urząd ten zajmuje się rejestracją nowych herbów, godeł, tartanów i flag, przestrzeganiem prawidłowego używania i przedstawiania istniejących oraz nadzorowaniem uroczystości oficjalnych.
Istnieją również organizacje (takie jak: Światowy Rejestr Szkockich Tartanów lub oficjalny Rejestr Tartanów), które zajmują się rejestrowaniem nowych wzorów.

Tartany są wszędzie: są obecne na renomowanych wybiegach, używane są na codzień przez ludzi na całym świecie (dodam, że i sam Autor od czasów podstawówki chodzi w koszulach w szkocką kratę 😉 ), swoje tartany mają regiony, oddziały wojskowe, klany, a nawet firmy 🙂

Polski tartan.

Dzisiejszą opowieść chciałbym zakończyć bardzo miłym dla nas, Polaków akcentem. Z uwagi na historyczne związki pomiędzy naszymi narodami, Szkoci w darze dla narodu polskiego, stworzyli polski tartan. Tartan ten przeznaczony jest dla użytku dla Polaków z całego świata. Został on zarejestrowany pod numerem 3156 i został zatwierdzony przez polskiego konsula generalnego.
Jak Wam się podoba ten niezwykły i bardzo ciepły prezent? 🙂

Burns Night czyli nieoficjalne szkockie święto narodowe.

Udostępnij

Pomnik piewcy życia wieśniaczego w centrum miasta.

Coś mi się ostatnio zwiększyła częstotliwość publikacji 😉 Nie bójcie się, dziś nie będę Was zanudzał długachnymi postami. Chciałbym krótko wspomnieć o ważnym dla Szkotów (szczególnie dla szkockich emigrantów) święcie: Burns Night, obchodzonym 25 stycznia.

Robert Burns z profilu. Zwróćcie uwagę na romantyczną stokrotkę trzymaną w lewej dłoni.

Sylwetkę Roberta Burnsa i obchody jego nocy opisałem równo rok temu w notce zatytułowanej: Żywot człowieka poczciwego w wersji Gaelic czyli Burns Night. Zajrzyjcie, bo warto.
Więcej o tym wydarzeniu napiszę, jak mnie kiedyś jacyś Szkoci na obchody zaproszą 😉

Aaa i jeszcze… Robert Burns znalazł się na szkockich banknotach, ale o tym możecie przeczytać tutaj.

Kronikarski obowiązek wypełniłem. Tyle na dziś 🙂

Szkocka kuchnia czyli placek nadziewany jagnięciną

Udostępnij

Placek. Nadziewany mieloną baraniną lub jagnięciną. W sam raz dla mnie, zadeklarowanego mięsożercy.

Miejscowi nazywają to Scotch pie lub krócej pie i uznają za jedna z tradycyjnych szkockich potraw. Nasz placek (jeśli nie zapomnę, kupię jutro testowy egzemplarz i sfotografuję) ma postać krążka o średnicy ok. ośmiu centymetrów i grubości, powiedzmy czterech.

Szkockie gospodynie, znają oczywiście różnego rodzaju odmiany Pie (z różnym farszem), myślę nawet, że wiele ma swój tajny przepis, który przekazują sobie z pokolenia na pokolenie 🙂

Gdyby któraś z Was, drogich Czytelniczek (a może i Czytelników) miała ochotę na spróbowanie mięsnego placka, podaję link do przykładowego przepisu.

Jeśli sam przepis to dla Was za mało polecam, całkiem praktyczny film instruktażowy:

A na koniec zapraszam do obejrzenia galerii (niestety nie mojej) zdjęć z mistrzostw… w pieczeniu Scotch Pie 🙂

Tartan Day 2010

Udostępnij

Kilka dni ciszy na blogu związanych było z nadmiarem obowiązków zawodowych (tak, tak to jest eufemizm 😉). Znalazłem tylko nieco czasu na odpisanie komentującym.
Zawiedzionych brakiem wiadomości z krainy kiltów, przepraszam 🙂

Dziś zaprezentuję kilka fotek z Tartan Day – kilkudniowej imprezy organizowanej corocznie w wakacje. W tym roku większą jej część spędziłem w… Polsce na urlopie 🙂 Z tego względu jestem zmuszony do skoncentrowania się na kilku wybranych zdjęciach (jeśli się Wam spodoba, mogę nieco szerzej opisać imprezę z zeszłego roku).

Myślę, że wszyscy Czytelnicy wiedzą jak wygląda zespół Pipes&Drums (choćby z lektury tego bloga – pisałem o tym: tutaj i jeszcze tutaj). Zespoły te, w czasie większości koncertów plenerowych ustawiają się w bardzo charakterystyczny sposób. Dudziarze stają w kole, zwróceni do siebie twarzami. W samym centrum stoi/stoją dobosz z bębnem (jeśli werbli jest więcej, część z grających stoi w kole razem z dudziarzami). Zerknijcie na zdjęcia.

Dudziarskie kółeczko.

Nie wiem skąd się wziął ten zwyczaj. Może to jakaś tradycja, a może chodzi po prostu o korzystny efekt akustyczny?
W tym tłumie, żeby zdobyć jakieś fajne ujęcie zespołu z Perth musiałem wyleźć… na płot… umieszczony na całkiem wysokim murku. Jeśli na zdjęciach zobaczycie jakąś zdegustowaną/zaskoczoną/rozbawioną twarz zwróconą prosto w obiektyw, wiedzcie, że nie jest to spowodowane wątpliwymi walorami urody trzymającego aparat 😉.

Zespół z Perth. Po prawej _ten_ właśnie płotek.
Dudziarz.
Złapany w trakcie wybijania rytmu stopą.
Z profilu.
Kolejne zbliżenie.
Dobosz z centrum uwagi.

Siedząc na płocie zobaczyłem…

... kolejny zespół szykujący się do koncertu.
Słusznej postury dowódca zespołu.

Udało mi się do niego dotrzeć w czasie kiedy przygotowywał się do występu. Dzięki temu zaobserwowałem ciekawą rzecz. Szef zespołu podchodził do każdego kolejnego dudziarza i sprawdzał jakimś urządzeniem…. właściwie nie wiem co sprawdzał 🙂
Pomimo mojego obycia muzycznego :] wiem jak wygląda fortepian i byłem kiedyś nawet na koncercie harfowym przychodzi mi do głowy jedyne to, że mógł sprawdzać natężenie dźwięku (co by nam głów nie pourywało). Może któryś z przenikliwych czytelników będzie wstanie rozwikłać zagadkę?

Każdy dudziarz został sprawdzony.
... takim właśnie urządzeniem.

A na koniec krótki filmik. Udało mi się zarejestrować technikę walenia w bęben. Smacznego.



Jaki z niego morał? Nawet w bęben trzeba umieć tłuc 🙂

Filipika przeciw estetycznej ignorancji

Udostępnij

Czytam sobie właśnie traktat Witruwiusza: „O architekturze ksiąg dziesięć” i krew mnie momentami zalewa 🙂
Jak to jest, że ten Waćpan starożytny rozumiał taką właśnie rzecz:

„Budynki prywatne będą wówczas celowo rozplanowane, jeśli się zwróci uwagę na to, w jakiej okolicy i w jakich strefach ma się je stawiać. Wydaje się bowiem, że inny typ budownictwa należy stosować w Egipcie, inny w Hiszpanii, nie taki sam nad Fontem, odmienny w Rzymie oraz w innych krajach i okolicach zależnie od ich właściwości, gdyż jedną okolicę nadmiernie nagrzewa słońce w swym biegu, inna znajduje się w znacznej od niego odległości, a jeszcze inna ma położenie pośrednie i klimat umiarkowany.”

a tę uważał za zupełnie podstawową:

Przy budowie należy uwzględniać: trwałość, użyteczność i piękno.

a nasze „architekty” nie potrafią tego wciąż zastosować? Budują np. kurpiowskie chaty w górach (notabene: jakiś czas temu mocno się natrudziłem, próbując wyjaśnić znajomej dlaczego budowa domu w stylu zakopiańskim w okolicy Andrychowa wydaje się być pomysłem lekko głupawym), zasypują kraj architektoniczną urawniłowką, nie zważając na przestrzeń historyczną, tradycję danego regionu, kalecząc przy tym straszliwie krajobraz.

Osobiście uważam, że niektórych architektów powinno się skazywać na dożywotnie mieszkanie w ich pudełkowato-cudacznych wykwitach.

Hough!

P.S. Jeśli nie za bardzo wiecie o czym mówię, polecam choćby pobieżną lekturę tego bloga. Jego właściciel zebrał z pomocą internautów zdjęcia obiektów architektonicznych… które nie śniły się nawet filozofom 🙂

Second Warsaw czyli aberdyńskie Jackowo.

Udostępnij

Zapytajcie tubylca z Aberdeen jaka jest najgorsza dzielnica Aberdeen. Odpowiedz będzie krótka: Torry.

Ta dzielnica cieszy się paskudną opinią. Powszechnie uważana jest za siedlisko dziwek (jeśli usłyszysz pytanie typu: „Rozglądasz się za jakimś interesem?” nie łudź się proszę, że chodzi o przedsięwzięcie biznesowe :D), ćpunów, alkoholików i życiowych nieudaczników wszelkiej maści i kalibru. I jest w tym sporo prawdy 🙂

Widok na doki z mostu Victoria Bridge.

Torry są wciąż zaniedbaną, nieco niebezpieczną (znam gorsze) dzielnicą portową. Na szczęście to się zmienia. Uważam, że również dzięki… Polakom 🙂
Mechanizm jest prosty: gdzie mieszka większość polskich emigrantów? Tam gdzie jest najtaniej, czyli w najgorszych dzielnicach. Z lokalną gangsterką zwykle sobie jakoś radzą (najczęściej po prostu przytłaczają tubylców liczebnością). Niepostrzeżenie w dzielnicy robi się nieco spokojniej. A właściciele mieszkań robią interes życia (bo ceny wynajmu ze względu na popyt natychmiastowo idą do góry).
Nie bez przyczyny Torry nazywane są Drugą Warszawą – znaleźć tu można polski sklep, a polski na ulicy słychać chyba częściej niż angielski. W okolicznych fabrykach pracuje wielu naszych rodaków.

Biblioteka publiczna.

City Council w ramach programu rewitalizacji miasta Aberdeen stara się zająć tą dzielnicą. M.in. powstało specjalne partnerstwo na rzecz integracji społeczności angażujące biznes, organizacje społeczne i urzędników. Myślę, że zmiany idą w dobrym kierunku.

Port. Z lewej specjalne łodzie używane na platformach. Te na zdjęciu służą do treningów dla pracowników kompanii olejowych.

Torry mają też drugie, nieznane powszechnie oblicze: mieszkają tu ludzie silnie utożsamiający się z tym miejscem, pamiętający o rybackich tradycjach tej miejscowości, zaangażowani w działalność na rzecz społeczności. Co ważne udało im się podtrzymać więź międzypokoleniową.
Akurat wczoraj, miałem okazję poznać uroczą Panią pamiętającą Torry zanim nastała epoka gazu i nafty.
Zmuszony sytuacją (cholerne nadgodziny) szukałem podczas launchu jakiegoś take away’a (żarcie na wynos). Znalazłem całkiem sympatyczny bar w którym spotkałem Iris – sympatyczną staruszkę która w ciągu 20 minut opowiedziała mi o swoim zmarłym mężu – marynarzu Royal Navy, stosunkach panujących kiedyś w rybackiej społeczności oraz o tradycyjnej zabudowie znajdującej się w Old Torry. Wspominała swoją młodość i nie szczędziła ciepłych słów, opowiadając o byłych polskich żołnierzach osiadłych tutaj po II Wojnie. Szczególnie zapadł jej w pamięć jeden – z zawodu stolarz – który wykonał komplet pięknych mebli do swojego domu.

Fragment portu. Kra na rzece Dee.

Torry do 1891 były samodzielną rybacką wioską. Zaopatrywały ośrodek miejski w żywność. Mocno konkurowały z położoną na przeciwległym brzegu rzeki Dee rybacką wioską Footdee. Dziś niewiele budynków pamięta Stare Torry – większość z nich pochłonęła zmieniająca swoje koryto rzeka Dee oraz gruntowna przebudowa miejscowości na początku ubiegłego wieku.

Żywot człowieka poczciwego w wersji Gaelic czyli Burns Night

Udostępnij

Robert Burns. Źródło: Wikipedia.

Robert Burns to szkocki odpowiednik naszego rodzimego piewcy życia wieśniaczego. Sławił on: grzebanie w ziemi, hodowanie buraków i innych kwiatków, gryzące komary, śpiewające ptaszki o 4 nad ranem oraz wiosenne słonko, które sprawia, że oraczom pot zalewa oczy.
W dodatku jak to z miłośnikami sielanek wiejskich bywa, był niepoprawnym romantykiem (prekursor romantyzmu). I to i jakim! Praktykującym (zgodnie z zasadą: „amor vincit omnia”). Idąc jego śladem odnajdziemy nieślubne dzieci, złamane serca i liczne wiersze sprawiające, że trup niewieści kładł się gęsto. I to wszystko w XVIII wieku!

Jego życiowe doświadczenia i dorobek (nie chodzi mi o ten miłosny 😉 ) budzą mój szacunek. Od dzieciństwa ciężko pracował na roli, jednocześnie gruntownie się edukując (zasługa mądrego ojca). Jestem w stanie to sobie wyobrazić: najpierw 10 godzin fizycznej, odmóżdżającej roboty, później jeszcze kilka intensywnej nauki. A po osiągnięciu dojrzałości umiejętność dostrzeżenia w tym piękna. Hmmm… to dowodzi, że jak większość poetów romantycznych był przynajmniej lekkim sadomasochistą 😉

Barwna postać. Rolnik, pożeracz serc niewieścich, poeta, antyklerykał, mason.
Gdy zawirowania życiowe rzuciły go do Edynburga w bardzo szybkim czasie zdobył niesłychaną popularność, stając się symbolem narodowym Szkocji.
Bez wątpienia poeta o ogromnym dorobku (niestety moja indolencja językowa nie pozwala mi się z nim zapoznać), posiadający duże zasługi dla ocalenia kultury szkockiej (np. zebrał i opracował wiele pieśni ludowych, tworzył również w lokalnym dialekcie szkockim). W pełni zasłużył sobie na miano Poety oraczy, Ulubionego syna Szkocji, barda Ayrshire.

Czas wyjaśnić, dlaczego postanowiłem poświęcić mu ten wpis 🙂
Dziś jest jego wieczór – Burns Night.

Jak już wcześniej pisałem Burns jest symbolem narodowym (szczególnie dla szkockiej diaspory), a jego dzień jest bardziej celebrowany niż dzień Św. Andrzeja!

Stoisko w Tesco. Tradycja, tradycją - biznes, biznesem 😉

Właśnie dzisiaj Szkoci w wielu miejscach na świecie zbierają się, słuchają jego poezji, jedząc, przy dźwięku dud, uroczysty obiad. Głównym daniem jest oczywiście haggis z tłuczonymi ziemniakami 🙂
To wszystko jest zalewane dużą ilością whisky, wypijanej przy okazji licznych mów i toastów.
Tradycja wieczorów burnsowskich sięga korzeniami XVIII wieku. Pielęgnują ją zarówno organizacje masońskie jak i setki zwykłych Szkotów.
Przyznam, że nie udało mi się znaleźć, publicznie dostępnego wieczorku Burnsa – być może te święto jest obchodzone w bardziej zamkniętych grupach.

Na gorąco o sylwestrowych różnicach

Udostępnij

Śpiewy na ulicach, podchmielone tłumy, oglądanie pokazu sztucznych ogni podczas zadymki śnieżnej, generalnie brak jakiejś specjalnej atmosfery – to wszystko lokuje się w pobliżu typowej imprezy pod chmurką w Polsce.

Jedyną rzeczą która zdecydowanie pobiła wszystkie Sylwestry jakie spędziłem np. w moim rodzinnym mieście to rozświetlony tysiącem reflektorów port. I uruchomione, dokładnie o godzinie zero syreny wszystkich statków stojących na kotwicy. Nigdy czegoś takiego u siebie nie przeżyłem. Pewnie dlatego, że ja z gór jestem i portu u nas nie uświadczysz 😛

Bożonarodzeniowy szał kartkowy

Udostępnij

Brytyjczycy mają hopla na punkcie kartek świątecznych. Nawet moja… hmm… oszczędna firma sprężyła się i chyba każdy z pracowników dostał maleńką karteczkę świąteczną. To to taka różnica kulturowa: w Polsce czasem dają bony na święta, tutaj karteczki z życzeniami 😉
Generalnie, kartki są wszędzie, w każdych rozmiarach, kształtach i kolorach. Są takie klasyczne: z choinkami, bombkami, światełkami i takie takie troszkę rzadziej spotykane też (np. z pijanym Mikołajem). Biznes kartkowy jest naprawdę bardzo intratny, tym bardziej że ceny niektórych kartek potrafią dojść do kilku funtów za sztukę 🙂
Zapytałem swoją szkocką znajomą, co robi z tymi wszystkimi kartkami. Powiedziała mi, że ustawia sobie na jakiejś komodzie i ilekroć na nie spojrzy to jej się przyjemnie robi. Ponieważ za choinką nie przepadam, a w Świętego Mikołaja już nie wierzę, podarowałem jej ładną kartkę z rudzikiem (taki ptaszek). Niech się kobiecie, chociaż na święta przyjemnie z mojego powodu zrobi 🙂