Archiwa tagu: wypłata

Magia benefitów

Udostępnij

Benefit! To ulubione słowo znacznej części Polonii, słowo klucz, słowo odmieniane przez wszystkie przypadki. Benefitem Polonia stoi! 🙂

Pomimo, że zaczynam od złośliwości nie zamierzam krytykować ludzi pobierających zasiłki. Płacą podatki i mają prawo korzystać z tego systemu. Nieodmiennie fascynuje mnie jednak sposób traktowania benefitów przez pewną część Polonii. Dostrzegam w tym jakiś wykrzywiony obraz przedsiębiorczości: ludzie o których myślę, niezależnie od tego czy przebywają tam 4 lata czy 4 miesiące, znają doskonale meandry systemu benefitów, zapomóg, zasad przydzielania mieszkań socjalnych i potrafią z żelazną determinacją wywalczyć swoje (a czasem i więcej) 🙂 I to często nie mówiąc w języku tubylców.
Szkoda tylko, że tej determinacji starcza tylko na zdobycie zasiłku 🙂

W Szkocji benefitów jest bez liku (swojego czasu naliczyłem ponad 140 różnego rodzaju zapomóg): są benefity na dzieci, na mieszkanie, na przybory szkolne, są benefity czasowe dla osób które utraciły pracę, są benefity dla osób po wypadkach, dla matek z dziećmi – prawie każdy się jakoś kwalifikuje 😉

Muszę przyznać, że jest to pomoc skuteczna (natychmiastowo odczuwasz wsparcie). Przykładowo, jednym z benefitów jest Working Tax – wsparcie dla takich osób, które przekroczyły 25 rok życia, pracują przynajmniej 30 godzin w tygodniu i nie przekraczają pewnego pułapu dochodów (w praktyce są to osoby zarabiające „w okolicy” narodowego minimum)*.
Na czym polega skuteczność systemu? Dzwonisz do urzędu, odpowiadasz na serię pytań, podajesz adres. Tydzień później w Twojej skrzynce leży formularz. Wypełniasz, wysyłasz, dwa tygodnie później na Twoje konto wpływają pieniądze.
Osoba która zarabia tygodniowo ok. 200 funtów netto może otrzymać 50-60 funtów wsparcia tygodniowo.
60 funtów to wartość: zakupów na tydzień dla dwóch osób (takich solidnych, z dobrym winem 😉 ), butów, niezłej kurtki, biletu miesięcznego.

Niestety ten system (jak większość rozwiązań polegających na rozdawnictwie pieniędzy) statystycznie uzależnia i blokuje rozwój odbiorców. Anglicy doskonale rozpoznali te zjawisko – nazwali je pułapką benefitową.
Jeśli jesteś osobą „na minimalnej stawce” i dostajesz zasiłek wysokości 25% swoich dochodów, robisz wszystko żeby go nie stracić. Nie bierzesz nadgodzin, starasz się nie wyróżniać – pilnujesz żeby cię czasem szef nie wypatrzył i zlecił jakiejś nowej odpowiedzialności (no bo przecież, mogłaby się zdarzyć jakaś niewielka podwyżka). Jednym słowem żadnej dodatkowej aktywności.
Dlaczego? Ponieważ przekroczenie pułapu dochodów natychmiastowo zmniejsza lub odcina dostęp do 60 funtów tygodniowo. Większość ludzi w tym momencie dochodzi do wniosku, że lepiej nic nie robić. Ewentualna podwyżka musiałaby „zrekompensować” te 25% i pozwolić zarobić coś ekstra. Dla przeciętnego liniowego pracownika uzyskanie takiej podwyżki jest praktycznie nieosiągalne.

Tam gdzie są rozdawane pieniądze, pojawiają się też oszuści. W UK funkcjonują osoby które na koszt państwa urządziły sobie całkiem wygodne życie. Np. nielegalne podnajęcie mieszkania socjalnego przynosi duże dochody – szczególnie jeśli osoba wynajmująca rezyduje przez większość czasu w Polsce. Usiłowałem się zorientować w rozmiarach nielegalnych praktyk. Dotarłem tylko do nieoficjalnych danych dotyczących narodowości oszustów. Wynika z nich, że najwięcej oszustów rekrutuje się spośród tubylców (co za ulga, nie? 😛).

Na koniec jeszcze jedna obserwacja. Zauważyliście, że jeśli zapytacie kogoś o to co według niego jest lepsze w UK niż w Polsce, najczęściej wymieni socjal? Nie wiem, jakie są Wasze doświadczenia, ale z mojego wynika, że większość nie zauważa stabilnego państwa, systemu prawa, większej wolności gospodarczej.
Pomoc od państwa, Panie, jak tam mieszkasz to ci się należy! Nie to co u nas!

*) Próbuję pokazać mechanizm działania. W rzeczywistości grup klientów Working Tax’u jest znacznie więcej. Jeśli jesteś zainteresowany dodatkowymi informacjami, kliknij tutaj.

Czy cztery pe-el-en-y to jeden funcior?

pieniadze1Jakiś czas po przyjeździe do Szkocji postanowiłem kupić komputery dla siebie i swoich rodziców. Należę do generacji dzieci Internetu – mogę nie mieć bieżącej wody, myć się w strumyku, używać sławoji, ale bez Internetu to jak bez ręki. A dla rodziców… coż, czasem muszą nauczyć się obsługiwać coś bardziej zaawansowanego technologicznie niż pilot do telewizora, nie? :] na marginesie: szybko docenili uroki skype.

Czytaj dalej Czy cztery pe-el-en-y to jeden funcior?