Archiwa tagu: zakupy

Przedświąteczne zakupy

SAMSUNGNo, wiem, że o świętach już dawno zapomnieliście. Ale w otchłani mojego blogowego zaplecza znalazłem parę fotek, które mogą Wam się spodobać.

Zrobiłem je w sklepie odzieżowym, jakoś przed świętami. Towary walają się po ziemi, spadają z półek, leżą w małych stosach na w kątach. Co tu się zdarzyło? Trzęsienie ziemi? Jakiś niegrzeczny malec pozrzucał wszystko z półek? Nic specjalnego się nie wydarzyło. Po prostu klienci nie mają w zwyczaju odkładać produktów na miejsce po przymierzeniu, lub gdy go upuszczą. Biorą nowe, a te leżące na podłodze im niespecjalnie przeszkadzają 🙂
A obsługa? Też im to specjalnie nie przeszkadza 🙂

Powinienem dodać, że takie obrazki to nie jest nic niezwykłego. Widzę je w każdym większym sklepie z odzieżą 🙂

Modnie czyli pstrokato i paćkato :)

Udostępnij

Pamiętacie moje narzekania na modę aberdyńską (o tutaj i jeszcze tutaj)?

Dziś je dla Was zilustruję 🙂 Chociaż od razu muszę zastrzec dwie rzeczy: zdjęcia zrobiłem w sklepach trochę lepszych niż przeciętne oraz to, że na tych zdjęciach wszystko wygląda lepiej niż w rzeczywistości 🙂

Rzut oka w głąb sklepu.
Alejka.
Wystawa. Odważne zestawienie zimnego niebieskiego z wściekłym różem.

Co o tym sądzicie? Mirsz marsz czy po prostu Witold jest już dinozaurem? 🙂

Retail Rocks! Aberdeen

Udostępnij

Zdecydowałem się napisać krótką notkę o przedsięwzięciu prowadzonym przez City Council (tutejszy urząd miejski) w ramach którego można stosunkowo łatwo uruchomić swój własny biznes.
Retail Rocks, bo o nim tu mowa, jest bardzo interesującym projektem, tyle, że pozostało niewiele czasu aby z niego skorzystać.

Jego głównym celem jest odnowienie centrum dzielnicy Torry poprzez stymulacje gospodarczą (uruchomienie kilku nowych placówek handlu detalicznego, np.: sklepów, restauracji).
Osoby które wygrają konkurs otrzymają:
1) dobrze ulokowaną powierzchnie za darmo przez 12 miesięcy,
2) wsparcie doradcze fachowców do 18 miesięcy, również za darmo,
3) pomoc w wyposażeniu sklepu, zatowarowaniu magazynu itd.

Aby przystąpić do projektu należy złożyć aplikację (czas na napisanie biznes planu będzie później).
UWAGA: nabór trwa do 28 stycznia 2011 do godziny 17.00

Wszystkie szczegóły na stronie projektu: http://www.retailrocksaberdeen.com/

Towar mocno deficytowy

Udostępnij

Opowiadałem Wam już kilkukrotnie o moich problemach zakupowych. Tym razem moja przygoda przebiła wszystkie poprzednie kłopoty.

Pękła mi sznurówka. Cóż, zdarza się. Wszedłem do pierwszego z brzegu sklepu z butami i zapytałem o nowe. Sprzedawca popatrzył na mnie dziwnym wzrokiem (no bo jak można w sklepie z butami szukać sznurówek, przecież sama nazwa wskazuję, że tutaj się sprzedaje BUTY a nie sznurówki, nie?). Nie ma. Może po drugiej stronie ulicy. No dobra, spoko. Po drugiej stronie ulicy urocza sprzedawczyni przeprasza, ale nie prowadzi. Gdzie mogę kupić tak niezwykły produkt? No niestety, nie potrafi mi pomóc.

Zakupy w polskim sklepie: niezawodna sklepowa (Jari, pozdrowienia) kieruje mnie prosto do nowego centrum handlowego: Union Square. Była, widziała, mogę dostać w każdym asortymencie. Yeeah!
Union Square: sprzedawca uśmiecha się do mnie: nieee sorry nic nie wiem o żadnych sznurówkach. Aghhhhh…. Ale… może w The Mall (taki spory sklep w centrum), w sklepie z tanimi butami.
W desperacji, przez głowę przelatuje mi myśl, że aby kupić nowe sznurówki, muszę nabyć nowe buty.

Dobra, nic to. Nikt nie mówił, że w życiu zawsze musi być łatwo 🙂 Jestem w The Mall, jestem w sklepie z tanimi butami. Nie jestem zdziwiony – nie ma. Ale klientka, która przysłuchuje się mojej rozmowie ze sprzedawcą jest pewna: w sklepie na przeciwko są. Idę.

Sklep nazywa się Schuh. Są sznurówki! Są! Fanfary, brawa, fanfary.
Mają sznurówki! W trzech rozmiarach! I w kolorach! Białym i czarnym…. a moje buty są brązowe….

Tak, tak, ja wiem, dla zaradnych pań to nie problem, kupujemy białe, moczymy w herbacie i mamy brązowe, ale ja jestem tylko niepozbieranym życiowo facetem. Kupiłem czarne.

W zeszły czwartek spóźniłem się do pracy. Pękły moje nowe czarne sznurówki….

iPhone 4G czyli jak biedne TESCO wygrało z błyszczącym sklepem Apple

Udostępnij

Zepsuł mi się laptop*). Serwisowi niespieszno – na mojego lapka popatrzą za tydzień.
Ponieważ bez dostępu do Internetu, nie mógłbym katować Was wykwitami mojego intelektu 😉 natychmiast zacząłem intensywnie myśleć jak rozwiązać ten problem.

Postanowiłem nabyć jakieś małe, bardzo mobilne urządzenie które da mi tani (najlepiej darmowy) wgląd w cyfrowy świat. Tym samym wpadłem w szeroko otwarte ramiona Panów Stevenów (Jobs&Wozniak).
Niedawno mogliśmy zobaczyć jak jeden z nich buduje wizerunek swojej firmy. Dziś opowiem Wam, jak robią to szeregowi pracownicy Appla (skoro wszyscy opisują stronę sprzętową, ja postaram opisać mechanizmy wciskania… eghm to jest sprzedaży).

Pokrzepiony wiadomością, ze Apple sprzedaje iPhony z darmowym, nielimitowanym dostępem do Internetu w poniedziałek udałem się do jabłuszkowego sklepu firmowego. Rozmowa z miłym sprzedawca wyglądała mniej więcej tak:
– Czy macie jakieś mobilne urządzenia, które pozwolą mi uzyskać dostęp do Internetu. Rejestruję bezrozumny wyraz oczu, słyszę odpowiedź:
– Nie.
– Aaaale słyszałem, ze iPhony sprzedajecie i one mogą w Internecie działać.
– iPhony! no tak, one mogą w Internecie działać… (chwila rozmowy o dostępnych modelach z nielimitowanym dostępem do Sieci)… lecz aktualnie nie mamy tych o które pytasz (najtańszych, najtańszy iPhone 3G będzie tak samo dobrze śmigał w necie co ten droższy). Wiesz, w czwartek mamy promocje nowego iPhona 4G, przyjdź we czwartek, powinny być lepsze ceny i może będą modele o które pytałeś.

No dobra, myślę, do czwartku jakoś wytrzymam. W dniu Zero, przezornie, do jabłkowego raju wybrałem się późnym popołudniem (co by mnie hordy wyznawców nie zadeptały).
Jest dostawa. Ruch, gwar, wszystko się błyska i bardzo ładnie wygląda. iPhon 4G – fajny, ładny, z fajerwerkami, ogólnie gra i buczy – tyle, że prawie raz droższy od modelu który chciałem.
Złapałem tego samego sprzedawce z którym rozmawiałem w poniedziałek.
– Słuchaj – mówię – przyszły może jakieś trójki?
Sprzedawca mówi – Nie, w ogóle wszystkie trójki zostały wycofane. Mamy modele generacji 4G, które warto kupić, bo…. graja i buczą. Kup Pan czwórkę! :]
Fajnie, lubię jak gra i buczy, ale 500£ to dla mnie ciut za dużo 😉 Wychodzę. Po chwili zastanowienia (może warto zainwestować w drogie urządzenie, jeśli będę miał jakąś ekstra opcję na Internet), wracam do sklepu sprawdzić dokładniej ofertę.
Przezornie zaczepiam innego sprzedawcę, pytając go o… w zasadzie nie zdążyłem zapytać 🙂 4G to, 4G tamto. Stop! Czy iP4G da mi szybki, darmowy, nielimitowany dostęp do Internetu?
– Pewnie, spójrzmy na ofertę!
Patrzymy, co widzę: muszę kupić drogie urządzenie, a później wykupić oddzielny, płatny kontrakt z którymś z providerów (Tak, tak wiem ta strategia nazywa się spijaniem śmietanki z rynku 🙂 ). Informuję miła Panią, że z nieznanych mi przyczyn, firmy providerskie uparły się nie podpisywać kontraktów z osobami które w Szkocji mieszkają niedługo (moje „trochę ponad rok” kwalifikuje się jako niedługo).
Pani natychmiast proponuje mi, żebym kupił sobie sam telefon (Kup Pan 4G!), a dostawcy internetu poszukał na własna rękę.
– No tak, tyle, że w najgorszym wypadku (czyli tym wspomnianym wyżej) zostanę z moim nowym, drogim urządzeniem w kieszeni, ale bez dostępu do Internetu (czyli jak dla mnie – mogę wyrzucić go do kosza).
Pani uprzejmie odpowiada… – Tak, dostrzegam takie ryzyko (aha, ekstra, nie ma jak to fachowa porada, uwzględniająca dobro klienta :]).

Po kilku minutach indagowania udaje mi się ustalić, że… nie rozmawiamy o nielimitowanym Internecie. Oferta pozwala na ściągniecie 1 GB w miesiącu (a ja potrzebuję minimum 3 GB – więc….).

Drążę dalej, okazuje się, nasz jabłuszkowy raj posiada jeszcze…. iPhony 3G (tak, tak – te wycofane). Ale Pani jest przekonana, zarzeka się wręcz, że Apple nigdy nie miało w ofercie nielimitowanego dostępu do Sieci. Kiedy kolejny raz, przywołuje poniedziałkową rozmowę z sprzedawcą, czerwieni się i umyka upewnić się… Wraca po kilku minutach, przyznając, ze owszem coś takiego było, ale już nie ma i nie będzie. Kup Pan czwórkę!
Nic to, jestem zbyt wybrednym klientem, jak widać 🙂

Następnego dnia robiłem zakupy w TESCO. Z głupoty wstąpiłem do działu technicznego. Patrzę, iPhony leżą 🙂 Pytam sprzedawcę. Mówi mi, że ma trójki i czwórki i jeszcze, że jego iPhony grają i buczą. Po tej krótkiej, treściwej informacji marketingowej, sam od siebie zwraca moją uwagę na minusy ofert które mi przedstawił (dowiaduję się np. że choć rozmiar downloadu jest nielimitowany, jedyne restrykcje polegają na ograniczeniu wielkości ściąganych plików do 10 MB i zablokowania możliwości używania iPhona jako modemu).
Krótko, treściwie, uczciwie. Wyszedłem jako posiadacz iPhona 3G (Fanfary, brawa, fanfary).

Mówią, że Apple to jedyna firma, która nie ma klientów. Ona ma wyznawców. Wierze w to (widziałem ich w sklepie w dniu promocji 😉 ). Jednocześnie uważam, że ordynarne wciskanie**) klientowi produktu bez oglądania się na jego potrzeby jest zwykłą arogancją, która wcześniej czy później musi się źle skończyć (ostatecznie nawet wyznawcy nie idiotami).

W ten oto sposób „biedne” TESCO wygrało konkurencję z „pięknym”, „błyszczącym” sklepem Appla.

*) Wiedzcie, że dla faceta takiego jak ja (który może korzystać ze sławojki, a wodę czerpać ze strumienia, ale musi mieć Internet) jest to straszna tragedia 😉
**) Nie winię za to tylko pracowników – wiem, że zostali tak wyszkoleni, czy może raczej wytrenowani. Mają reagować niezawodnie jak psy Pawłowa, zawsze i wszędzie sprowadzając rozmowę do Kup Pan czwórkę!

Królestwo za szatę!

Udostępnij

Zakupy w Aberdeen kojarzą mi się trochę z zakupami w PRL 😉 Ilekroć, idę na zakupy kupuję nie to co chcę, lecz to co uda mi się kupić.
Dzisiaj dla przykładu planowałem kupić kurtkę i kilka par spodni, a wróciłem z dwiema białymi koszulami 😀

Przyczyny oczywiście są skrajnie różne. W PRL-u powodem były niedobory wynikające z miażdżącej przewagi socjalistycznej myśli ekonomicznej nad kapitalistyczną :]
W Aberdeen głównym powodem jest obowiązująca moda.

Taaak, tak, wiem, wiem, to nie moda jest problemem. Problemem jest po prostu mój gust. Nie przepadam dla przykładu za fioletowymi, skrzącymi się garniturami sprzedawanymi w zestawie z żółtym krawatem 😉

Można oczywiście znaleźć ubrania w bardziej konserwatywnych fasonach i stonowanej kolorystyce, lecz jest to niełatwe zadanie (przynajmniej dla mnie). Tego rodzaju produkty, niestety, należą często do wyższej półki cenowej.

Zerknij też na:
* Moda w Aberdeen,
* Wyprzedaż! Sales! Sales!

A po Świętach….

Udostępnij

Wyprzedaż! Sales! Sales! Wielkie napisy atakują z każdej strony. Moi sąsiedzi zniknęli wczesnym rankiem. Choć nie jest to dla nich naturalna pora funkcjonowania. Wiadomo – czym wcześniej zaczniesz polowanie tym większa szansa, że złapiesz coś przed innymi.
Poszedłem się rozejrzeć o godzinie o której sales-weterani wracali do domów 🙂 Pomimo tego w sklepach były tłumy ludzi. Tłum oznacza, że masz problem z wejściem do sklepu, nie mówiąc już o wyjściu. I kolejki są jak w PRLu po mięso 🙂

Pooglądałem, poprzymierzałem i jak to zwykle bywa nic nie kupiłem. Jestem wybitnym antytalentem zakupowym: nie przepadam za spędzaniem czasu w sklepach i jestem wybredny 😛 Inna sprawa, że w Aberdeen nie ma specjalnie dużego wyboru. Nawet nowo wybudowane centrum handlowe Union Square niewiele poprawiło sytuacje. Sklepy są dość ubogie (jak dla mnie) w asortyment. Osobiście najczęściej mam problem ze znalezieniem czegoś w odpowiednim rozmiarze i o akceptowalnym design’nie.

Tłumy nabywców, kolejki, biznes się kręci… Ciekawe ile z rzeczy zakupionych w trakcie tego szału wróci do sprzedawców po kilku dniach? Tutaj to bardzo częste, np.: nierzadko prezenty wręcza się z rachunkami, aby osoba obdarowana mogła bez przeszkód zwrócić prezent i odzyskać pieniądze. Zdarza się również, że ludzie kupują elegancki komplet na jeden wieczór, po czym następnego ranka oddają go do sklepu. Tak sobie myślę, że sprzedawcy mogą być pewni swego utargu dopiero jakiś tydzień po Świętach 😛