Archiwa tagu: życie w Szkocji

Towar mocno deficytowy

Udostępnij

Opowiadałem Wam już kilkukrotnie o moich problemach zakupowych. Tym razem moja przygoda przebiła wszystkie poprzednie kłopoty.

Pękła mi sznurówka. Cóż, zdarza się. Wszedłem do pierwszego z brzegu sklepu z butami i zapytałem o nowe. Sprzedawca popatrzył na mnie dziwnym wzrokiem (no bo jak można w sklepie z butami szukać sznurówek, przecież sama nazwa wskazuję, że tutaj się sprzedaje BUTY a nie sznurówki, nie?). Nie ma. Może po drugiej stronie ulicy. No dobra, spoko. Po drugiej stronie ulicy urocza sprzedawczyni przeprasza, ale nie prowadzi. Gdzie mogę kupić tak niezwykły produkt? No niestety, nie potrafi mi pomóc.

Zakupy w polskim sklepie: niezawodna sklepowa (Jari, pozdrowienia) kieruje mnie prosto do nowego centrum handlowego: Union Square. Była, widziała, mogę dostać w każdym asortymencie. Yeeah!
Union Square: sprzedawca uśmiecha się do mnie: nieee sorry nic nie wiem o żadnych sznurówkach. Aghhhhh…. Ale… może w The Mall (taki spory sklep w centrum), w sklepie z tanimi butami.
W desperacji, przez głowę przelatuje mi myśl, że aby kupić nowe sznurówki, muszę nabyć nowe buty.

Dobra, nic to. Nikt nie mówił, że w życiu zawsze musi być łatwo 🙂 Jestem w The Mall, jestem w sklepie z tanimi butami. Nie jestem zdziwiony – nie ma. Ale klientka, która przysłuchuje się mojej rozmowie ze sprzedawcą jest pewna: w sklepie na przeciwko są. Idę.

Sklep nazywa się Schuh. Są sznurówki! Są! Fanfary, brawa, fanfary.
Mają sznurówki! W trzech rozmiarach! I w kolorach! Białym i czarnym…. a moje buty są brązowe….

Tak, tak, ja wiem, dla zaradnych pań to nie problem, kupujemy białe, moczymy w herbacie i mamy brązowe, ale ja jestem tylko niepozbieranym życiowo facetem. Kupiłem czarne.

W zeszły czwartek spóźniłem się do pracy. Pękły moje nowe czarne sznurówki….

Polityczna poprawność… po szkocku ;)

Udostępnij

Czasem mam wrażenie, że szkocka polityczna poprawność jest trochę inna niż ta ogólnobrytyjska 😉

Scenka z kantyny:

Do kantyny, w której siedzą praktycznie sami Polacy, wchodzi Szkot. Próbuje kupić kawę w automacie:
Ta pie******, maszyna znów się zepsuła – mówi głośno – to g*** musi być z Polski!
Ze Szkocji!!! – odpowiada mu jednocześnie chór kilku polskich głosów.
Niemożliwe! Szkocka maszyna nie wydałaby mi reszty!

🙂

Bo ten Witold to najgorszy jest…

Udostępnij

Scenka z pracy: przerwa w zakładowej kantynie.

Dosiadam się do stolika przy którym siedzi nowy, nieznajomy pracownik. Zaczynamy rozmowę. Jak zwykle przy takiej okazji padają standardowe pytania: skąd jesteś z Polski? Jak długo w UK? Jakie masz plany? Czym zajmowałeś się w Polsce?
Nowy pyta o firmę, warunki, zasady, o to, kto za co odpowiada. W pewnym momencie mówi:
– A ten Witold to podobno najgorszy jest. Trzeba na niego uważać?

🙂

No cóż, zajmując się zagadnieniami związanymi z utrzymaniem jakości ciężko pozostać popularnym 😀
Szczególnie, że spora część moich polskich współpracowników, starannie pielęgnuje ducha poprzedniej epoki. Wiecie o czym mówię? Idealnie sportretował to Jacek Kaczmarski:


(…)
Byle jak, byle co,
Byle szło – wprost czy wspak.
Byle mieć to już za sobą
Byle gdzie dla byle kogo –
Byle jak.
(…)
Nic nie warte jest wysiłku,
Co domaga się wysiłku,
Życie z tricków i uników
Uczłowiecza męczenników –
Bez wysiłku siądź na tyłku
I wyluzuj się, Motylku, tak, czy siak.
(…)

Ja raczej należę do osób solidnych i robiących swoją robotę niezależnie od sytuacji. Wychodzę też z założenia, że jeśli nie potrafię czegoś wytłumaczyć pięć razu po polsku, to na pewno uda się ta sztuka managerowi, raz, po angielsku :]
Wiecie, że to nawet działa?

Białe Aberdeen

Udostępnij

Kirk of Saint Nicholas.

Spokojny, mroźny ranek. Z nieba lecą ciężkie, lepkie płaty śniegu. Pochmurno.
Ulicami sunie spokojny, przyjazny tłum. Trwa jarmark produktów regionalnych. Ludzie nieśpiesznie przechodzą między kramami, oglądają, próbują, kupują lokalne specjały.

Kramy na Belmont Street.

Idealny czas, idealne miejsce i idealna pogoda, aby znaleźć przytulną, ciepłą knajpkę z wielką witryną. Zamówić gorącą kawę i siedzieć tak, obserwując przechodzących ludzi 🙂

Poniżej kilka fotek z mojego zimowego spaceru.
Po prawdzie, zdjęcia są sprzed tygodnia, ale to Wam chyba nie przeszkadza? 😉

Szkocka kuchnia czyli placek nadziewany jagnięciną

Udostępnij

Placek. Nadziewany mieloną baraniną lub jagnięciną. W sam raz dla mnie, zadeklarowanego mięsożercy.

Miejscowi nazywają to Scotch pie lub krócej pie i uznają za jedna z tradycyjnych szkockich potraw. Nasz placek (jeśli nie zapomnę, kupię jutro testowy egzemplarz i sfotografuję) ma postać krążka o średnicy ok. ośmiu centymetrów i grubości, powiedzmy czterech.

Szkockie gospodynie, znają oczywiście różnego rodzaju odmiany Pie (z różnym farszem), myślę nawet, że wiele ma swój tajny przepis, który przekazują sobie z pokolenia na pokolenie 🙂

Gdyby któraś z Was, drogich Czytelniczek (a może i Czytelników) miała ochotę na spróbowanie mięsnego placka, podaję link do przykładowego przepisu.

Jeśli sam przepis to dla Was za mało polecam, całkiem praktyczny film instruktażowy:

A na koniec zapraszam do obejrzenia galerii (niestety nie mojej) zdjęć z mistrzostw… w pieczeniu Scotch Pie 🙂

Remember, remember, the fifth of November..

Udostępnij

Fajerwerki, wybuchy i ogniska na plaży. Tak Brytyjczycy obchodzą wydarzenie sprzed 405 lat.
5 listopada 1605 roku grupa rozczarowanych katolików postanowiła zabić Króla Jakuba I (który kontynuował surową względem nich politykę wewnętrzna). Zawiązali spisek…

Postanowili wysadzić króla w powietrze… razem z budynkiem parlamentu, szlachtą, duchowieństwem oraz posłami Izby Gmin (niezwykła, przyznacie fantazja).
Jak tu zorganizować tak szalone przedsięwzięcie? Panowie nie namyślali się długo, wynajęli piwnicę w podziemiach Parlamentu i wsadzili tam 36 beczek prochu.

Chcąc uchronić swoich stronników przed tą wątpliwą przyjemnością… wysłali im listy. Jednemu z nich najwidoczniej nie spodobał się pomysł, ponieważ poinformował o nim władze.
Anglicy przeszukali piwnice. Spiskowca, niejakiego Guy Fawkesa który miał odpalić lont złapali dosłownie na gorącym uczynku.

Spisek nazwano Spiskiem Prochowym (ang. Gunpowder Plot), a wydarzenie Nocą Guyego Fawkesa (ang. Guy Fawkes Night).
Król, szlachta i duchowieństwo przeżyło, budynek Parlamentu ocalał.. i wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Z wyjątkiem złapanych spiskowców, którym zafundowano tortury 🙂


Remember, remember the fifth of November
The Gunpowder Treason and Plot
I know of no reason,
Why Gunpowder Treason

Should ever be forgot…

Pamiętaj, pamiętaj piąty listopada,
Zdradę i spisek prochowy.
Nie znam powodu,
Dla którego ta zdrada

Miałaby być zapomniana

Jezusowe pudełko tytoniowe

Udostępnij

Wchodzę do biura znajomej, inteligentnej i niezwykle sympatycznej kobiety. Widzę, że zwija skręta (skojarzyła mi się natychmiast z Lucky Luke’iem, daję słowo :D).

Z grzeczności zainteresowałem się jej tytoniowym hobby. Zauważyłem, że jej pudełko na tytoń ma na wieczku obrazek… Jezusa Chrystusa. Dokładnie takiego, jakiego zobaczyć można w wielu polskich domach: przystojny, długowłosy mężczyzna wyciąga rękę w geście błogosławieństwa.

Ponieważ, w UK dość rzadko widzę symbole religijne, obrazek zwrócił moją uwagę.
Moja znajoma wytłumaczyła mi to następująco: „Lubię to pudełko, to jest strasznie śmieszne. Tytoń noszę zawsze przy sobie. Dzięki temu wiem, że On jest codziennie ze mną. Po za tym to jest zabawne. To moje ozdobne jezusowe pudełko tytoniowe”.

Po angielsku… czyli w zasadzie jak?

Udostępnij

Poliglotą nie jestem. Konwersowanie z tubylcami nie jest dla mnie łatwe. Zdarza się (doświadczyłem tego kilkukrotnie w pracy), że zanim zacznę się w miarę płynnie komunikować z nowopoznaną osobą mija nawet kilka dni.
Potrzebuję tego czasu, żeby… osłuchać się z nowym akcentem.
A tenże w Anglii zmienia się co kilka mil 🙂

Do tego wyznania 😉 skłonił mnie pewien młody człowiek, który brawurowo zaprezentował różnorodność języka Szekspira. Zapraszam do obejrzenia filmu pt. „Angielski w 24 akcentach”. Wbrew tytułowi, prezentuje on nie tylko akcenty, ale również angielskie dialekty. Prawdziwa jazda zaczyna się po pierwszej minucie filmu.

Oczywiście, problem poprawnej wymowy można zawsze rozwiązać ograniczając swoje słownictwo do pięciu słów podstawowych :]