Archiwa tagu: życie w Szkocji

Nigdy nie cofaj ręki czyli drobiazgi w komunikacji międzykulturowej.

Udostępnij

Ruchliwa ulica. Dwóch młodych Hindusów stoi z boku. Rozmawiają o czymś cicho. Trzymają się za delikatnie ręce.

Co przychodzi Wam do głowy gdy opisuję tę scenkę? 🙂

Jeśli jesteś mężczyzną i twój przyjaciel z Indii złapie cię w trakcie rozmowy za rękę… nigdy jej nie cofaj. Właśnie odruchowo okazał ci swoją przyjaźń bez żadnych podtekstów, oczywiście 🙂

Znacznie ciekawiej może wyglądać kwestia twoich relacji jeśli jesteś kobietą. Hindusi należą do zupełnie innej kultury i niektórzy z nich mogą zachowywać się (dla nas)… niekonwencjonalnie.
Znajoma opowiadała mi o koledze ze studiów z którym omówiła przy kawie projekt na zajęcia. Rzeczony kolega zapytał kiedy może przedstawić ją swoim rodzicom i był autentycznie zdziwiony kiedy dowiedział się, że na ślub nie ma co liczyć 🙂

Nie ma kultur lepszych czy gorszych. One są po prostu inne.

Funty szkockie

Udostępnij

20 funtów szkockich. Awers i rewers.

Ilość różnych banknotów w obiegu zaskoczyła mnie zaraz po przyjeździe do Szkocji. Po kilku wizytach w sklepie zdałem sobie sprawę, że przyjmę każdy dowolny, kolorowy papierek 😉
Oczywiście, po jakimś czasie „ogarnąłem” różnorodność tubylczych banknotów, ale wspomnienie pierwszych chwil jest ciągle barwne. Tak samo barwne jak ichnie banknoty 😀

Szkocja w ramach Zjednoczonego Królestwa ma pewną autonomię. Jednymi ze środków jej wyrazu jest posiadanie własnego parlamentu, rządu i prawa wydawania własnej waluty.
W związku z tym na terenie Szkocji, obok funta szterlinga można się posługiwać funtem szkockim.
Jest on powiązany z funtem brytyjskim w stosunku 1:1 i nie podlega wahaniom kursowym (na dobrą sprawę jest… wekslem 🙂 ).
Wydawać go mogą trzy banki: Royal Bank of Scotland, Bank of Scotland i Clydesdale Bank.

5 funtów szkockich. Awers i rewers.
Kolejny piątak.
I kolejna wersja piątaka...
Pięć funtów. Awers.
Kolejne pięć funtów... zieeew
I jeszcze wersja brytyjska banknotu pięciofuntowego 🙂

I to właśnie było powodem mojego skonfundowania w pierwszych dniach pobytu w krainie kiltów 🙂

Jeśli chcecie się dowiedzieć czegoś o facecie z pierwszego szkockiego piątaka, zapraszam tutaj.
A tutaj możecie poczytać o sile tych kolorowych papierków 🙂

Aberdyńskie „białe”wieczory

Udostępnij

W Szkocji wszystko jest troszkę inne: ludzie, zwyczaje, jedzenie, światło. Tak, dobrze przeczytaliście, światło też 🙂

Aberdeen leży dalej na północ niż na przykład Moskwa. Inna szerokość geograficzna powoduje, że promienie słońca padają tutaj pod innym kątem niż w Polsce. Powodowało to (szczególnie w pierwszych dniach po przyjeździe) że np. światło w godzinach popołudniowych mój organizm interpretował jako pochmurny ranek.

Zaletą mieszkania na tej szerokości geograficznej jest możliwość czytania książek przy dziennym świetle po godzinie 22:00.
Nie wierzycie? Spójrzcie na zdjęcie 🙂

Park w centrum miasta. Godzina ok. 22:30.

Nuta szkocka

Udostępnij

Jakiś czas temu popełniłem krótką notkę o szkockiej muzyce dudziarskiej.
Merytorycznie napomniany przez Daerisa obiecałem, że napiszę dłuższego posta o szkockich dudach. O obietnicy… cały czas pamiętam 🙂

Dziś jednak wpadł mi w ręce, kawałek Scotland The Brave The Meeting Of The Waters – nagrany w niezłej jakości.

Serdecznie zapraszam do wysłuchania. Smacznego 🙂

A na deser taki klimatyczny filmik (z szkockimi górami i zamkami):

iPhone 4G czyli jak biedne TESCO wygrało z błyszczącym sklepem Apple

Udostępnij

Zepsuł mi się laptop*). Serwisowi niespieszno – na mojego lapka popatrzą za tydzień.
Ponieważ bez dostępu do Internetu, nie mógłbym katować Was wykwitami mojego intelektu 😉 natychmiast zacząłem intensywnie myśleć jak rozwiązać ten problem.

Postanowiłem nabyć jakieś małe, bardzo mobilne urządzenie które da mi tani (najlepiej darmowy) wgląd w cyfrowy świat. Tym samym wpadłem w szeroko otwarte ramiona Panów Stevenów (Jobs&Wozniak).
Niedawno mogliśmy zobaczyć jak jeden z nich buduje wizerunek swojej firmy. Dziś opowiem Wam, jak robią to szeregowi pracownicy Appla (skoro wszyscy opisują stronę sprzętową, ja postaram opisać mechanizmy wciskania… eghm to jest sprzedaży).

Pokrzepiony wiadomością, ze Apple sprzedaje iPhony z darmowym, nielimitowanym dostępem do Internetu w poniedziałek udałem się do jabłuszkowego sklepu firmowego. Rozmowa z miłym sprzedawca wyglądała mniej więcej tak:
– Czy macie jakieś mobilne urządzenia, które pozwolą mi uzyskać dostęp do Internetu. Rejestruję bezrozumny wyraz oczu, słyszę odpowiedź:
– Nie.
– Aaaale słyszałem, ze iPhony sprzedajecie i one mogą w Internecie działać.
– iPhony! no tak, one mogą w Internecie działać… (chwila rozmowy o dostępnych modelach z nielimitowanym dostępem do Sieci)… lecz aktualnie nie mamy tych o które pytasz (najtańszych, najtańszy iPhone 3G będzie tak samo dobrze śmigał w necie co ten droższy). Wiesz, w czwartek mamy promocje nowego iPhona 4G, przyjdź we czwartek, powinny być lepsze ceny i może będą modele o które pytałeś.

No dobra, myślę, do czwartku jakoś wytrzymam. W dniu Zero, przezornie, do jabłkowego raju wybrałem się późnym popołudniem (co by mnie hordy wyznawców nie zadeptały).
Jest dostawa. Ruch, gwar, wszystko się błyska i bardzo ładnie wygląda. iPhon 4G – fajny, ładny, z fajerwerkami, ogólnie gra i buczy – tyle, że prawie raz droższy od modelu który chciałem.
Złapałem tego samego sprzedawce z którym rozmawiałem w poniedziałek.
– Słuchaj – mówię – przyszły może jakieś trójki?
Sprzedawca mówi – Nie, w ogóle wszystkie trójki zostały wycofane. Mamy modele generacji 4G, które warto kupić, bo…. graja i buczą. Kup Pan czwórkę! :]
Fajnie, lubię jak gra i buczy, ale 500£ to dla mnie ciut za dużo 😉 Wychodzę. Po chwili zastanowienia (może warto zainwestować w drogie urządzenie, jeśli będę miał jakąś ekstra opcję na Internet), wracam do sklepu sprawdzić dokładniej ofertę.
Przezornie zaczepiam innego sprzedawcę, pytając go o… w zasadzie nie zdążyłem zapytać 🙂 4G to, 4G tamto. Stop! Czy iP4G da mi szybki, darmowy, nielimitowany dostęp do Internetu?
– Pewnie, spójrzmy na ofertę!
Patrzymy, co widzę: muszę kupić drogie urządzenie, a później wykupić oddzielny, płatny kontrakt z którymś z providerów (Tak, tak wiem ta strategia nazywa się spijaniem śmietanki z rynku 🙂 ). Informuję miła Panią, że z nieznanych mi przyczyn, firmy providerskie uparły się nie podpisywać kontraktów z osobami które w Szkocji mieszkają niedługo (moje „trochę ponad rok” kwalifikuje się jako niedługo).
Pani natychmiast proponuje mi, żebym kupił sobie sam telefon (Kup Pan 4G!), a dostawcy internetu poszukał na własna rękę.
– No tak, tyle, że w najgorszym wypadku (czyli tym wspomnianym wyżej) zostanę z moim nowym, drogim urządzeniem w kieszeni, ale bez dostępu do Internetu (czyli jak dla mnie – mogę wyrzucić go do kosza).
Pani uprzejmie odpowiada… – Tak, dostrzegam takie ryzyko (aha, ekstra, nie ma jak to fachowa porada, uwzględniająca dobro klienta :]).

Po kilku minutach indagowania udaje mi się ustalić, że… nie rozmawiamy o nielimitowanym Internecie. Oferta pozwala na ściągniecie 1 GB w miesiącu (a ja potrzebuję minimum 3 GB – więc….).

Drążę dalej, okazuje się, nasz jabłuszkowy raj posiada jeszcze…. iPhony 3G (tak, tak – te wycofane). Ale Pani jest przekonana, zarzeka się wręcz, że Apple nigdy nie miało w ofercie nielimitowanego dostępu do Sieci. Kiedy kolejny raz, przywołuje poniedziałkową rozmowę z sprzedawcą, czerwieni się i umyka upewnić się… Wraca po kilku minutach, przyznając, ze owszem coś takiego było, ale już nie ma i nie będzie. Kup Pan czwórkę!
Nic to, jestem zbyt wybrednym klientem, jak widać 🙂

Następnego dnia robiłem zakupy w TESCO. Z głupoty wstąpiłem do działu technicznego. Patrzę, iPhony leżą 🙂 Pytam sprzedawcę. Mówi mi, że ma trójki i czwórki i jeszcze, że jego iPhony grają i buczą. Po tej krótkiej, treściwej informacji marketingowej, sam od siebie zwraca moją uwagę na minusy ofert które mi przedstawił (dowiaduję się np. że choć rozmiar downloadu jest nielimitowany, jedyne restrykcje polegają na ograniczeniu wielkości ściąganych plików do 10 MB i zablokowania możliwości używania iPhona jako modemu).
Krótko, treściwie, uczciwie. Wyszedłem jako posiadacz iPhona 3G (Fanfary, brawa, fanfary).

Mówią, że Apple to jedyna firma, która nie ma klientów. Ona ma wyznawców. Wierze w to (widziałem ich w sklepie w dniu promocji 😉 ). Jednocześnie uważam, że ordynarne wciskanie**) klientowi produktu bez oglądania się na jego potrzeby jest zwykłą arogancją, która wcześniej czy później musi się źle skończyć (ostatecznie nawet wyznawcy nie idiotami).

W ten oto sposób „biedne” TESCO wygrało konkurencję z „pięknym”, „błyszczącym” sklepem Appla.

*) Wiedzcie, że dla faceta takiego jak ja (który może korzystać ze sławojki, a wodę czerpać ze strumienia, ale musi mieć Internet) jest to straszna tragedia 😉
**) Nie winię za to tylko pracowników – wiem, że zostali tak wyszkoleni, czy może raczej wytrenowani. Mają reagować niezawodnie jak psy Pawłowa, zawsze i wszędzie sprowadzając rozmowę do Kup Pan czwórkę!

Kranówka na stole czyli jak chlor tworzy różnice międzykulturowe ;)

Udostępnij

Krótko po przyjeździe do Szkocji, zostałem zaproszony na lunch u pewnej szkockiej rodziny. Jeden z obecnych gości poprosił o wodę. Pani domu bez zastanowienia wstała, wzięła szklankę i napełniła ją… wodą z kranu.
Zdębiałem 🙂
Gość tymczasem podziękował pani domu uroczym uśmiechem i z zadowoleniem zaspokoił pragnienie.

Podanie w Polsce komukolwiek wody z kranu byłoby grubym nietaktem. Ten zwyczaj pozostał nam chyba po PRLu. Kranowa woda miała kiepski smak (wciaż jest mocno chlorowana!), zdarzały się zanieczyszczenia bakteriologiczne…
Tutaj, Szkoci piją wodę prosto z kranu. Wszędzie i zawsze. Zdarzyło mi się dostać kilkukrotnie kranówkę w restauracji 😉
Szkocka woda kranowa ma ma niezłe walory smakowe 🙂 Szczególnie ta z aberdyńskiego kranu (poważnie – jest bardzo miękka).

Czy mogę poprosić o szklankę wody?

Królestwo za szatę!

Udostępnij

Zakupy w Aberdeen kojarzą mi się trochę z zakupami w PRL 😉 Ilekroć, idę na zakupy kupuję nie to co chcę, lecz to co uda mi się kupić.
Dzisiaj dla przykładu planowałem kupić kurtkę i kilka par spodni, a wróciłem z dwiema białymi koszulami 😀

Przyczyny oczywiście są skrajnie różne. W PRL-u powodem były niedobory wynikające z miażdżącej przewagi socjalistycznej myśli ekonomicznej nad kapitalistyczną :]
W Aberdeen głównym powodem jest obowiązująca moda.

Taaak, tak, wiem, wiem, to nie moda jest problemem. Problemem jest po prostu mój gust. Nie przepadam dla przykładu za fioletowymi, skrzącymi się garniturami sprzedawanymi w zestawie z żółtym krawatem 😉

Można oczywiście znaleźć ubrania w bardziej konserwatywnych fasonach i stonowanej kolorystyce, lecz jest to niełatwe zadanie (przynajmniej dla mnie). Tego rodzaju produkty, niestety, należą często do wyższej półki cenowej.

Zerknij też na:
* Moda w Aberdeen,
* Wyprzedaż! Sales! Sales!